poniedziałek, 27 lutego 2017

Rzecz o stoliku nocnym

Miłość naszego najmłodszego do wielorybów nie wzięła się znikąd. Wzięła się poniekąd z regularnej lektury odpowiedniej literatury. Zapewne gdyby nie mój opór przed codziennym wieczornym czytaniem jednej i tej samej pozycji, znałby już tekst tejże na pamięć. Może i zresztą zna tylko się nie przyznaje w obawie przed moim całkowitym zaniechaniem regularnego jej czytania?



Nasz miłośnik Tuwimowskiej historii o najmniejszym na świecie podróżniku doczekał się ostatnio stolika nocnego. Nie lada to gratka, bo jak się próbuję cofnąć w czasie to muszę przyznać, że ja sama nigdy nie zaznałam luksusu posiadania szafki czy choćby i stolika nocnego inszego niż hotelowy. No, swego czasu, jeszcze jako panienka, posiadałam takowy mebel w domu rodziców ale korzystać z niego mogłam raptem w trakcie krótkich w nim pobytów, niewiele więc. A musi to być fajnie mieć taki mebel przy łóżku. Na książkę, na szklankę wody, na krem do rąk, na okulary, jak kto używa. Na telefon z budzikiem, chusteczki w razie kataru i farmaceutyki przeciwbólowe, gdy rankiem głowa pęka. Wszystko pod ręką i nie trzeba gmerać rankiem pod łóżkiem na oślep w poszukiwaniu telefonu, co się drze jak za przeproszeniem stare gacie, jakby chciał wszystkich pobudzić, zanim go znajdą.
W naszej sypialni stolików nocnych być nie może ale w dziecięcych pokojach, kto mi zabroni?





sobota, 25 lutego 2017

IKEA Sommar

Generalnie doceniam wyższość szafek pełnych nad otwartymi półkami a nawet nad witrynami. Witrynki i otwarte półki idealnie się nadają do eksponowania kolekcji rzeczy ładnych, ciekawych. Nawet jeżeli panuje w nich nieład, to jednak musi być to nieład artystyczny, cokolwiek to znaczy. Zazwyczaj jednak panuje tam wzorowy porządek. Kurz przetarty, naczynia lśnią. Jednak choćby nie wiem jak się człowiek nie starał wydaje się nieuniknionym, że w domu znaleźć trzeba miejsce na rzeczy, które do eksponowania nie nadają się wcale. Albo zwyczajnie nie mamy ochoty na co dzień tworzyć kompozycji idealnych. W szafce pełnej może panować nieład, niekoniecznie artystyczny. Nie mówię, że od razu bałagan ale jak od czasu do czasu małżonek odstawi talerzyki nie do końca tak, jakby się sobie życzyło, to włos się na głowie nie jeży. W szafce pełnej można trzymać rzeczy, które do siebie nie pasują, makaron w opakowaniu producenta i przyprawy nieprzesypane do pięknych pojemników. Groszek w puszce na kolację i słoik z kiszonymi ogórkami od babci. Zdecydowanie pełne szafki pozwalają na zapanowanie nad chaosem, kuchennym zwłaszcza. Dlatego też zrezygnowałam całkowicie z przeszklonych witryn. Jednak rząd jednolitych białych frontów jak kuchnia długa i szeroka byłby nieco zbyt monotonny jak dla mnie, więc pozostawiłam sobie trzy półki otwarte z przeznaczeniem na co ładniejsze naczynia. Swoją kolekcję skromną powiększyłam ostatnio o piękną misę i półmisek z letniej kolekcji IKEA. 



Takie trochę marokańskie, w pięknym odcieniu różu. Nawet nie próbowałam przemówić sobie do rozsądku, że nie są mi potrzebne. Są mi potrzebne. Jak mogłyby nie być??? Więcej nawet, mam nadzieję nie poprzestać na tym i sukcesywnie zaopatrzyć się w pozostałe elementy kolekcji. Do lata powinnam zdążyć :)))







środa, 22 lutego 2017

Tyle jeszcze mam do zrobienia...

Mam pewne mgliste pojęcie o tym, jak miałaby wyglądać nasza jadalnia... Bardzo mgliste. Chciałabym stół drewniany, dość duży, taki przy którym bez dodatkowego rozkładania zmieści się sześć osób przynajmniej. Rozkładany, by przy tych niewielu ku temu okazjach móc pomieścić więcej gości. Krzesła jasne i wygodne ale mimo że jasne i wygodne muszą być jednocześnie łatwe do utrzymania w czystości, są w ogóle takie? Naturalne tkaniny, niklowane dodatki... Skandynawska prostota, to się zawsze sprawdza i nie może się znudzić.
Z jednej strony klasyczna biała kuchnia, z drugiej dość masywna szara kanapa. To trzeba jakoś pogodzić. I tej strefie właśnie przypadnie to zadanie. 



Podłogę już mam :))) Reszta przyjdzie z czasem :)
Od zawsze chyba podobały mi się wnętrza eklektyczne, takie w których umiejętnie łączy się stare z nowym i chociaż wydawałoby się, że nie pasuje to jednak pięknie współgra. I zawsze zazdrościłam właścicielom takich wnętrz, że tak potrafią... Poniżej kilka inspiracji jadalni skandynawskich, nawet torturowana nie przypomnę sobie z jakich stron je mam...




Podoba mi się to połączenie masywnych, rustykalnych stołów z lekką współczesną formą krzeseł. Zasadniczy problem jaki jednak mam z tymi krzesłami polega na tym, że one teraz są bardzo modne i na czasie, i w ogóle och i  ach ale za jakiś czas przestaną. Jak się ma antyki to one nigdy antykami być nie przestają. Co najwyżej starszymi antykami, co się akurat ceni...

środa, 15 lutego 2017

Co by było gdyby...

Mogłabym młodemu sprezentować biurko niczego sobie...

Minko

Mogłabym zakupić trzy metry (więcej nie trzeba mi nawet) wymarzonych płytek do kuchni...

Equipe Alhambra

Mogłabym lampę piękną wybrać, zamówić i nad stołem zawiesić sobie...


Ale mogłabym też na przykład spędzić weekend w takim Paryżu lub Rzymie...


Albo mogłabym nauczyć się jazdy na łyżwach...


Choćby i w wytwornym towarzystwie elegancików w czarnych frakach...


A no mogłabym to wszystko, gdyby się ten złoty bąk nie zepsuł był. Ale się zepsuł był. Ech, życie... Więc kiedyś młody będzie miał biurko, w kuchni pojawią się na pewno płytki, lampa nad stołem zawiśnie wreszcie. A ja pewnie kiedyś zobaczę Paryż i nauczę się jeździć na łyżwach ale to jeszcze nie jutro i nie za tydzień ani nie za miesiąc. Ale kiedyś na pewno!

sobota, 11 lutego 2017

Czarno na białym, pokój chłopca w stylu skandynawskim



Złoty bąk się wziął i zepsuł. Ale nie, że tak zwyczajnie, jak to często trzynastoletnie auta mają w zwyczaju: rano i do pracy nie masz czym jechać, bo nie odpalił. Odpalić to on odpalił. Do pracy dojechałam, do fryzjera i na pocztę nawet też. I do centrum handlowego. Ba, na ostatni poziom parkingu udało mi się wjechać. Wjechać tak ale wyjechać to już nie niestety... Ale nie żeby tak zwyczajnie, że nie odpalił. Jemu się wzięło i przy kole jakieś ustrojstwo urwało, koło w poprzek i zapomnij kobito o jakichkolwiek manewrach. Po trzynastolatku można się już wszystkiego spodziewać ale żeby mi taki numer wykręcił... Weź tu teraz ściągnij z ostatniego poziomu parkingu w centrum handlowym auto nieskrętne ni w ząb???
Ściągnęli... skasowali za usługę i stoi teraz mój trzynastoletni złoty bąk w warsztacie, a ja zamiast biurka Potomkowi obiecanego wyczekiwać, czekam ale na rachunek mechanika. Szczęśliwie listonosz doręczył niewielką paczuszkę przed powrotem Potomka więc choć biurka nowego nie będzie to niespodzianka skryta w tej niewielkiej paczuszce okazała się równie fajna.




Naklejki zamówiłam na Allegro, koszt? Trzynaście czterdzieści, z przesyłką!!! Zestaw 68 trójkątów wystarczył do udekorowania jednej ściany. Motyw bez konieczności użycia poziomicy i miarki jakiejkolwiek, więc zajęło nam to całe 5 minut. Tak wiele za tak niewiele!



Plakaty ściągnęłam z sieci za free już jakiś czas temu, niestety nie pamiętam adresu strony. Papierowe worki na zabawki wykonałam sama. Białe worki, flamaster czarny, trochę chęci i gotowe. Można też wykorzystać niedrogie naklejki :))) Takie worki są wytrzymałe i niezwykle pojemne, a przy tym - w przeciwieństwie do gotowców dostępnych w Internecie - bardzo tanie.


















W ramach sprawiedliwego rozdziału podarków nie mogliśmy pominąć też Potomki. U niej też tanie dekorowanie. Zestaw gwiazdek w różnych wymiarach również zakupiony na aukcji internetowej, nieco droższy, bo trzydzieści trzy PLN (już z przesyłką), ale w porównaniu z cenami po jakich podobne zestawy oferują niektóre sklepy internetowe to i tak niewiele. Jeden zestaw wystarczył na udekorowanie tej ściany, trochę naklejek nam nawet jeszcze zostało. Tu już było trochę trudniej, bo naklejki były dość kłopotliwe do odklejenia z folii transportowej. Nie jest to może złoto z prawdziwego zdarzenia ale Lili i tak jest wniebowzięta ;)



LinkWithin

Related Posts with Thumbnails