sobota, 9 września 2017

Dębowy przybytek


Stół to mebel taki, który w domu stanąć musi. W moim mniemaniu rzecz jasna, bo są i takie domy, w których jada się na kanapie, przy ławie, stoliku, można też zwyczajnie na kolanach. Są też tacy, co preferują barki, wyspy i inne takie wynalazki, z wysokimi hokerami i możliwością frywolnego wymachiwania nogami. Każdy ma, co lubi, ja akurat preferuję stół najzwyczajniej. Taki co, to jak przy nim zasiądę to czuję grunt pod nogami, plecy mogę mieć proste ale nie za bardzo, operowanie sztućcami jest możliwe bez obaw, że się talerz z kolan zsunie i posiłek przepadnie wraz z potłuczonym talerzem owym nieszczęsnym. Oczywiście, przyznać się muszę bez bicia, że i na kanapie zdarza nam się konsumować niekiedy, nie jestem w tym temacie jakaś rygorystyczna bardzo, natomiast nie wyobrażam sobie, by na każdy nasz posiłek składało się danie nie wymagające użycia widelca i noża.






Wybierając nasz stół pod uwagę brałam czynników kilka, z których każdy rozważany osobno skutkowałby zapewne innym wyborem ale rozważane łącznie dały taki a nie inny efekt:
1. zasobność naszego portfela,
2. wielkość naszej strefy dziennej,
3. przestrzeń jaka w owej strefie może zostać przeznaczona na ten obiekt będący przedmiotem rozmyślań,
4. liczbę osób jaka na co dzień i od święta będzie przy nim zasiadać.
W takiej niezbyt dużej strefie dziennej jak nasza, najlepiej sprawdziłby się stół rozkładany: dla czterech osób na co dzień, a żeby się rozciągał (najlepiej w nieskończoność) w razie rosnącej liczby spodziewanych gości. Niestety rozkładane stoły są droższe od ich nierozkładanych odpowiedników, niekiedy nawet dwukrotnie, co nie było bez znaczenia przy podejmowaniu decyzji. Mogłam oczywiście wybrać stół wykonany z tańszych materiałów, a za to rozkładany, pewnie że mogłam. A jednak nie chciałam. Ja chciałam mieć stół z tych porządnych, solidnych i trwałych. Na lata. Lata! To mam, stół nierozkładany, na tyle duży, by przy nim wygodnie ugościć osób osiem (a jak chude i małe to nawet i dziesięć), a jednocześnie o rozmiarach takich, by jeszcze dało się przejść. Stół zawładnął naszą przestrzenią dzienną ale oto też trochę chodziło. 







Bo ten stół ma być takim centralnym punktem domu. Nie tylko miejscem spożywania posiłków i podejmowania gości ale też i miejscem, gdzie można odrobić prace domowe, namalować dinozaura i zagrać w super farmera, eurobiznes albo uno (to nasze ulubione gry). Można też urządzić pod nim całkiem pokaźnych rozmiarów domek, raptem trzy koce i kryjówka jak się patrzy.
By ten czas przy nim spędzany był jeszcze przyjemniejszy muszę rozejrzeć się za jakimiś wygodnymi krzesłami i odpowiednimi lampami. W sprawie tych ostatnich mam już coś na oku. Jeżeli o krzesła chodzi - pustka kompletna, a że środków nań brak - nie zaprzątam sobie tym na razie głowy wcale. Te krzesła ogrodowe są całkiem całkiem.










Wybierając stół na miarę swoich potrzeb pamiętajcie, że ważna jest nie tylko długość stołu - od tej zależy ile osób zmieści się przy stole, ale też jego szerokość. Moim zdaniem absolutne minimum, by prócz talerzy dla gości swobodnie można ustawiać półmiski, misy, wazy, dzbany, sosjerki, solniczki, pieprzniczki (co jeszcze na stole się stawia?), nie mówiąc już o bukietach i świecznikach, to 90 cm. Nasz stół mierzy w szerokości 95 a i tak uważam, że spokojnie mógłby mieć i sto... Pohamowałam się jednak ustalając gabaryty ze stolarzem, bo w ostateczności nasz dzienny pokój to ledwie 20 m kwadratowych...
P.S. Przyznam Wam się szczerze, jeszcześmy nie zdążyli gości sprosić do tego stołu. Z tego też powodu w misach pusto :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails