niedziela, 9 lipca 2017

Małego tortu historia krótka


Ilekroć zabieram się do przygotowania czy to ciasta, deseru, czy to kotleta bądź zupy - z przepisu zaczerpniętego z książki, strony internetowej czy inszego jeszcze źródła, zastanawiam się, co może pójść nie tak, bo że coś pójdzie nie tak, jestem tego najpewniejsza. Zawsze coś jest nie tak. Zastanawiam się nawet czy autorzy rzeczonych przepisów mają jakiś cel w tym, by pominąć ten drobny szczegół, tę wiedzę tajemną, która sprawia, że w ich wykonaniu wszystko jest doskonałe, a w moim już jakoś niespecjalnie. Wszyscy w komentarzach zachwyceni kremem z kalafiora, a my... męczymy się tym kremem przez trzy dni, bo sycący bardzo, a nikt się jakoś o dokładkę nie dopomina... Cantuccini jak oryginalne włoskie ciasteczka? A moje lądują w koszu na śmieci, bo ani to smaku, ani zapachu nie ma, a nikt nie chce stracić części uzębienia na ciastkach, które ni to smaku, ni zapachu nie mają... Sernik na zimno, nic prostszego nie ma w świecie, a jednak żelatyny jakby za mało, nie ściągnie dość mocno i paćkę twarogową zmuszona jestem serwować gościom...
A tu nagle zamówienie od syna na tort malinowy dostaję. Myślę sobie, co tam będę ryzykować, ciężko będzie urodzinowe świeczki w malinową paćkę w końcu wcisnąć, kupię w cukierni i już. I cóż kiedy się zgapiłam, na zamawianie za późno już, a na miejscu nic nie mieli. Zakupiłam więc paczkę malin mrożonych, pozostałych składników również, zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty... Obłędnie wręcz malinowa charlotte to jeden z prostszych do wykonania deserów, świetnie sprawdzi się również w roli niewielkiego tortu. Ale uwaga, biszkoptowe języczki za nic nie chcą pozostać na miejscu układane w formie jeden przy drugim, przed wylaniem masy, nawet jak się je zetnie z jednej strony na prosto. Poradziłam sobie w ten sposób, że dno formy wyłożyłam cienkim blatem biszkoptowym o średnicy nieco mniejszej niż średnica formy i w powstałą między bokiem formy a biszkoptowym rantem szczelinę upychałam języczki. Zauważcie też, moje języczki nie są idealnie proste, trochę jakby z wcięciem w talii, masa musiała się wydostać przez szczeliny między nimi... Śmiem twierdzić, że tym co nie wyciekło, ułożyli biszkopty już po wyjęciu deseru z formy, a pozostali, podobnie jak ja, przed wykonaniem zdjęcia owinęli deser dekoracyjną tasiemką, koronką czy co tam było pod ręką, by drobny ten szczegół zakamuflować :))). Jak widzicie, zawsze coś pójdzie nie tak. Czasem jednak uda się coś zaradzić...




Korzystałam z przepisu stąd, z tym że zgodnie z zamówieniem, zamieniłam truskawki na 400 g mrożonych malin, sok z cytryny zupełnie pominęłam, a udekorowałam mieszanką świeżych owoców wedle upodobania. Czasu miałam mało, więc nie czekałam aż maliny (do musu) rozmrożą się samoistnie w temperaturze pokojowej, przyspieszyłam nieco ten proces podgrzewając na małym ogniu, po czym schłodziłam...
A Wam zawsze wychodzi?

sobota, 1 lipca 2017

Szara strefa


Może być to prawdą, że nasza szara sofa jest ciut jakby za duża, za przysadzista i za szara. Mogłaby być mniejsza nieco, zgrabniejsza w formie i odrobinę jaśniejsza także. Muszę jednak przyznać, że choć designersko może nieco jej brakuje, jednak wszystkie te jej wady mają i dobre strony. Kanapa jest niesamowicie wygodna. Jak się w niej człowiek zapadnie, w lekturze zaczyta, to się zmusić do porzucenia swojego miejsca posadowienia nie może. Dzięki jej gabarytom, z tych nieziemsko wygodnych warunków możemy korzystać całą naszą czwórką, łącznie z Leniwcem, co to spokojnie za dwie osoby miejsca zajmuje, no a przynajmniej jedną i pół... Rodzinny seans filmowy? Starczy rozłożyć (bez usuwania tylnych poduch) i się z jednej leżanki robią trzy, całkiem spore, na tyle duże, że się wszyscy mieszczą i nikt nikomu nie wadzi. Nie przeszkadzałoby mi nic a nic, gdyby IKEA do swojej oferty różnorodnych pokrowców dorzuciła nieco jaśniejszy odcień szarości, jednak cieszy mnie fakt, że nie muszę tych pokrowców prać tak często, jak się to zdarzało w przypadku białych sof. W ich czyszczeniu nie tyle przeraża mnie sama częstotliwość, bo w końcu to pralka pierze a ja sobie leżę, co fakt, jak mocno się w tym praniu pokrowce kurczą i jak trudno w takie skurczone przyodziać mebel. Mamy więc swoją ciasną, szarą strefę wypoczynku, niewielki metraż w niczym jednak nie przeszkadza. W końcu człowiek może cztery litery w jednym miejscu naraz posadzić. A tu miejsca dla czterech tyłków nie brakuje. 



Co mnie jednak najbardziej cieszy, to fakt, że udało się tu wcisnąć nasz portal kominkowy. Niestety na kominek taki najprawdziwszy, ze skwierczącym drewnem, iskrami i popiołem do uprzątnięcia, przyjdzie mi jeszcze sporo poczekać, parę lat zejdzie, dobrze więc, żem jeszcze nie sprzedała tego w wersji bio. Choć taki kominek nie daje tyle ciepła, co wersja opalana drewnem, to jednak jest odczuwalne to ciepło, a ustawiony blisko kanapy pozwoli z pewnością cieszyć się żywym ogniem w chłodniejszej porze roku.
Jak widać. wciąż brakuje co nieco. Lampy, poduszki, coś tu się jeszcze wymyśli, coś tu się jeszcze ulepszy, zmieni i poprawi, tu doda tam odejmie i będzie jak należy. Ale to wszystko z czasem. Przyjemności należy sobie dozować z umiarem.
 
P.S. Gdyby ktoś reflektował na białą sofę EKTORP z IKEA, wersja trzyosobowa nierozkładana - proszę o kontakt, mam takową na sprzedaż. Pokrowce ciągle jeszcze w stanie znośnym.





Well, it might be true somehow our sofa is too big, too stubby and finally: too grey. I would don't mind if it were a litle bit smaller, more fashionable, and a little bit lighter, just a little bit. But I must admit that all of these above mentioned disadvantages have good points as well. The sofa is amazingly comfortable! When anyone falls down here, enjoying his book for example, he cannot force himself to leave the place. Thanks to its gauge we can all toghether make a use of this incredible comfortable conditions, even with the Sloth, who needs the space for the two, well at least one and a half. Family film show? Just pull out the underframe without removing back cushions and you have three (quite big) chaise longues instead of one, big enough for the four of us. It would be very nice if IKEA offered lighter grey version of sofa cover but I am so happy that I don't have to make a laundry as often as I used to do having white sofa in my previous flat. It's not the frequency of cleaning that makes me feel worried about it (at least we have a washing machine) but the shrinkage of the material, it's so hard to put such shrinked covers on! So, we have this tiny grey area for relax but is it really necessary to have it bigger? At least you can sit your ass down only one place at one time, true ha? And here there is enough space for four of our bottoms.

What pleases me the most is the fact of having this fireplace portal here. Unfortunately we will have to wait quite long to have the real fireplace, I mean the one with firewood, sparks and ash to remove and clean, several years I suppose. Such biofireplace doesn't give so much warm as the real one but its warm is perceptible and due to the fact it is now just next to the sofa, we will enjoy sitting near the fire when it will become cold outside.

As you can see, we still miss some things: lamps, cushions. something to think about, to improve, change and correct, something to add and maybe to remove. This is yet to come.

P.S. If anyone of you is looking for white EKTORP sofa by IKEA, please do not hesitate to contact, I have one to offer. The covers' condition is still not so bad.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails