wtorek, 2 maja 2017

Jest jakiś progres czyli jak dobrze mieć sąsiadów...


Okap, wyciąg czy pochłaniacz: jak zwał tak zwał. Kupiłam go jakieś sześć miesięcy temu i od tych sześciu miesięcy trzymałam pod schodami w wielkim kartonie, ukryty za telewizornią, nie śmiąc nawet małżonka prosić, aby go z tego kartonu wyjął i poczynił kroki stosowne, by z zakupu tego mieć pożytek należyty. Małżonek też nie poczuwał się zbytnio, w myślach mi nie czytał niestety i tak zleciało mi sześć miesięcy na zastanawianiu się, kto też, jeśli nie ten mój małżonek, mógłby to ustrojstwo na swoje miejsce posadowić. Okazuje się, że małżonek też musiał myśleć o tym jednak, bo któregoś dnia wziął się z sąsiadem napił i wspólnie w tym alkoholowym upojeniu uradzili, że zadaniu owemu podołają. Od tamtej radosnej chwili musiało jednak przepisowe kilka tygodni minąć ale jak już minęło, to się wreszcie wzięło i dokonało. Wyciąg czy tam pochłaniacz został spod schodów wyciągnięty i umieszczony w kuchni, jak należy. 



Pewnie zdążyliście zajrzeć już dziś do pokoju Szymona  (jak nie, koniecznie to zróbcie - nadrabiam i dziś dwa posty dla Was), zapraszam więc teraz do kuchni mojej! Może i nie jest imponujących rozmiarów ale uwielbiam ją! 








4 komentarze:

Mrs.Rose pisze...

Taka kuchenka to moje marzenie :)

kopciuszek pisze...

Kinga pisze...

sliczna kuchnia .A tacka czarna obok grzewczej płyty to skąd?

kopciuszek pisze...

IKEA 😀

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails