czwartek, 24 listopada 2016

Coś miłego...



Podkradłam tę metodę na chandrę od szwagierki. Gdy mi tak dziwnie jakoś, bez żadnego wyraźnego powodu, po prostu ot tak, otwieram witrynę jednego z ulubionych sklepów z wyposażeniem wnętrz, pierwszego jak leci ( w wydaniu szwagierki jest to sklep z obuwiem oczywiście) i szaleję, i wrzucam do koszyka wszystko to, co chcę mieć, wszyściutko, bez żadnych ograniczeń. Cena nie gra roli - podoba się: wrzucam, piękne, śliczne, zagraniczne: wrzucam, przyda się: wrzucam, koniecznie tego potrzebuję: wrzucam. I gdy już tak poszaleję sobie, ponapodziwiam i ponawrzucam, podglądam ten swój koszyk, zerkam dyskretnie, ile te moje marzenia kosztują i ... opuszczam klapę laptopa ostentacyjnie. To taki swego rodzaju internetowy window shopping można by rzec :))) Portfel bez uszczerbku i jeszcze nogi nie bolą... Gorzej, gdy się okaże, że sklep, w którym te swoje zakupy na niby chce się poczynić, właśnie przygotował oferty promocyjne, z których nie można nie skorzystać... Hmmm... kurier był. Przytargał był różu co nieco i srebra odrobinkę... Coś na co dzień i coś od święta. Pokażę Wam...







2 komentarze:

Edyta2016 W pisze...

Jakie słodkie,pozdrawiam cieplutko:)

kopciuszek pisze...

:)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails