sobota, 22 czerwca 2013

Jak się nie ma, co się lubi...




Nie mam ogródka, w którym mogłabym szaleć z zielenią ale mam to szczęście, że mam choć balkon i tam zabawiam się w ogrodnika. Wymyśliłam sobie ostatnio, jakby to cudnie było mieć rabatę różano lawendową. I kiedy wpadł mi do kieszeni dodatkowy, niespodziewany banknocik nie wahałam się ani chwili, postanowiłam zrealizować pomysł, który chodził mi po głowie od kilku dni... 







Balkon ten to zaledwie 3x1 kawałek przestrzeni, a jednak znalazło się miejsce na kulę bukszpanu, bluszcze, winobluszcze, róże, lawendy, krzak pomidorów koktailowych i  kilka kwiatów jednorocznych, i jeszcze mam parę pomysłów :))) I wciąż jeszcze można usiąść na ławeczce z filiżanką herbaty np. miętowej z mojej balkonowej mięty.
Bardzo sobie cenię rośliny szczepione na pieńku, bo dzięki nim w jednej donicy można stworzyć wielopoziomową kompozycję i lepiej wykorzystać dostępne miejsce. Niestety, mam wrażenie, że są one dość wrażliwe na trudniejsze warunki (a uprawa w donicach, zimą zwłaszcza, do takich zapewne należy) i rzadko kiedy udaje mi się coś przechować do następnego roku. Ubiegłoroczne żarnowce zimy nie przetrwały. Ma to swoje dobre strony, co roku można tworzyć miniaturę ogródka na nowo, ale wiąże się to również z corocznymi wydatkami... Mam jednak mocne postanowienie, aby w tym roku wszystkie rośliny porządnie przed mrozami zabezpieczyć i tego się trzymajmy!

Solarne różyczki mam już od roku. Te pięknie sobie przezimowały w szafie ;) Taki świetlny akcent, idealny do romantycznych ogrodów. 



Powinnam chyba przejść jakiś kurs fotografii nocą...

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails