wtorek, 23 września 2008

Pranie


Zaglądam sobie do mieszkań ludzi, których nawet nie znam, podczytuję sobie najróżniejsze historie z nimi związane, a jak mi się coś spodoba to zaraz uskuteczniam allegrowy shopping. Próbuję z tym walczyć ale sił bądź szczerych chęci nie starcza i zazwyczaj takie wędrówki z bloga na bloga kończą się nowym nabytkiem. Z tego właśnie powodu stałam się posiadaczką starej tary do prania... Kosztowała niewiele ale tak patrzę sobie na nią i zastanawiam, po co mi ona??? A no po to, żeby sobie na nią zerknąć czasem i docenić takie cudo techniki, jakim jest pralka automatyczna :)))
Nic z nią robić nie będę, zostawiam w stanie oryginalnym, podoba mi się taka właśnie.

środa, 17 września 2008

Lovebells

Znalazłam dziś w kwiaciarni nową odmianę Kalanchoe. Roślina nie różni się specjalnie od tych, które zwykłam kupować do tej pory, z wyjątkiem kwiatów, które mają odmienny kształt - uroczych dzwoneczków (jak sama nazwa wskazuje). Ponieważ Kalanchoe to rośliny, które zakwitają, kiedy noce trwają przynajmniej 14 godzin i dobrze znoszą zacienienie, spróbuję trzymać ją na bieliźniarce. Gdyby się tu jednak okazało za ciemno, poszukam jej lepszego miejsca.



P.S. Nie zapalałabym tych świec aż tyle, ale o dobre światło coraz trudniej a nie lubię robić zdjęć z lampą błyskową ani przy sztucznym, elektrycznym świetle. A poniżej zbliżenie zrobione przy oknie, bo w przedpokoju się nie dało nic a nic.

wtorek, 16 września 2008

Planowana inwestycja


Mam nadzieję już w przyszłym roku stać się właścicielką takiego oto domku letniskowego, który to stanąć by miał na działce POD. Podoba mi się jego piniowate wybarwienie chociaż zdaje mi się, że biały bardziej by mi przypasował :))) Już oczyma wyobraźni widzę na tym ganku stary szlaban, stolik, wewnątrz wygodną leżankę, z miękkimi poduchami i kwiaty, kwiaty, kwiaty prosto z ogródka! Tylko jakoś nie mogę sobie wyobrazić mojego chłopa tam, w gumiakach, z grabiami i taczką ;))) Czas ostro zacisnąć pasa, żeby zrealizować nasze plany bez długoterminowych kredytów! A przynajmniej nabrać ich jak najmniej!

poniedziałek, 15 września 2008

Dla rozładowania napięcia - to tylko dowcip (żeby nie było wątpliwości)

Postanowiliśmy dziś z mężem kupić wreszcie kryształowy abażur do naszego mieszkania. Baaaardzo drogi, pół roku zbieraliśmy. Pojechaliśmy więc do sklepu, zakupili i na skrzydełkach szczęścia popędziliśmy do domu. Po drodze kupiliśmy jeszcze butelkę koniaku, żeby ten nasz nowy nabytek... opić. Zasiedliśmy, wypiliśmy po kieliszku, potem po drugim i wtedy pytam męża, a może byśmy ten abażur od razu powiesili? I on bądź pod wpływem koniaku, bądź też widząc moje szczęście, zgodził się. Ustawiliśmy krzesło, na krzesło taboret mały, mąż wspiął się po tej piramidzie a ja go ubezpieczałam. Dumna i szczęśliwa obserwowałam jak mój orzeł pod sufitem majstruje (a on był nie wiem po co - w luźne bokserki ubrany) sięgam wzrokiem niżej i co widzę? Z tych luźnych bokserek wypadło mu jedno jajeczko... Widok ten rozczulił mnie doszczętnie i ja go tak delikatnie pstryknęłam w to jajeczko. A on jak nie runie z tej naszej budowli ,z naszym nowiuśkim abażurem, który rozbił się na drobne kawałeczki, jak nie podskoczy do mnie z jego szczątkami, już myślałam, że mnie zabije, ale on mówi: "K...a, ale mnie prądem pier...o, aż do jąder doszło!!! Dobrze, że nie na śmierć!" :)))

sobota, 13 września 2008

Świece

Najbardziej lubię te najprostsze, białe. Są takie uniwersalne. Można z nich zrobić ładną ozdobę, nie tylko w świeczniku. Zapasy związane koronkową tasiemką ukryte pok kloszem szklanym wyglądają uroczo.


Moja kolekcja świeczników nie jest niestety imponująca (jeszcze!) ale oprócz zwykłych słoiczków na tea lighty mam kilka całkiem ładnych okazów. Okaz numer 1: metalowy ścienny świecznik a właściwie świeczniki, bo mam dwa takowe, ze szklanym kloszem, śliczności za niewielkie pieniądze.


Świecznik - żyrandol zawieszony nad stołem, daje piękne ciepłe światło. Zwłaszcza w długie zimowe wieczory...


A tu pojemnik szklany, który często zmienia swoje przeznaczenie. Mam jeszcze kilka mosiężnych egzemplarzy i oczywiście drewniane tescowe, ale to już każdy widział lub widzieć nie chce... Mam nadzieję powiększyć swój świecznikowy zbiór o wielkie drewniane świeczniki, takie na podłogę (od dawna mi się takie marzą, tescowe są tylko ich namiastką) i jakiś pięcioramiennik na biurko.

piątek, 12 września 2008

Wrzosowiska ciąg dalszy

Tym razem podarowany przez męża wrzos posadzony w częściowo już pożartym przez królika koszu, obok trzmielina, troszkę mchu i jabłka, sztuk dwie. W tle bluszcz "domowy", w warunkach ogrodowych przyrastający w zastraszającym tempie.

wtorek, 9 września 2008

Schyłek lata

Niewielkie zmiany na koniec lata: nowe poszewki (nawet moje chłopisko dostało jedną na swoją leżankę ;) ale serce mnie boli, kiedy widzę, jak ją miętoli, oglądając swoje ulubione seriale...), przeproszone stare zasłony, kilka szydełkowych motyli rozpierzchło się tu i tam. Brakuje mi tu jeszcze dzbana pełnego róż ogrodowych, może jutro czegoś się poszuka... A może miłości moje opuści swoje wygodne legowisko i przyniesie mi co nieco pachnące, co nie będzie sprayem - odświeżaczem??? ;)








niedziela, 7 września 2008

Mamma mia!




Lekki film, idealny na poprawę nastroju! Wspaniałe piosenki ABBY, nogi same mi podrygiwały pod kinowym fotelem, mojej mamie przypomniały się lata młodości, kiedy zabierała małe radio na plażę i słuchała ich przebojów nie rozumiejąc ani słowa... Mnóstwo zabawnych scen a przede wszystkim wspaniałe, kolorowe wnętrza! Stare mebelki, nasycone wszystkimi kolorami tkaniny i to wszędobylskie wzorzyste pranie porozwieszane na sznurkach - coś po prostu wspaniałego! Chyba zmienię koncepcję swojego balkonu i spróbuję stworzyć sobie choć namiastkę takiej idyllicznej greckiej wysepki!
Polecam i nie wychodzić z kina od razu, bo aktorzy robią niezły show jeszcze w trakcie trwania napisów!
Zdjęcia skopiowałam z serwisu www.filmweb.pl

czwartek, 4 września 2008

Wrzosowisko

w miniaturze, na przywitanie jesiennych chłodów. Już nie mogę doczekać się grzybobrania, które to zawsze kończy się mniej przyjemnym czyszczeniem swoich znalezisk, ale można sobie tę niepewną przyjemność umilić dzieląc ją z przyjaciółmi na ganku ich domku, popijając wzmocnione herbaty i wdychając jesienne już, orzeźwiające powietrze. A potem chłopa zatrudnić do nawlekania grzybków na nici, żeby choć trochę ręki przyłożył do przyszłych naleśników z kapustą i grzybami. I na koniec można się cieszyć upajającym zapachem suszących się leśnych stworów, wypełniającym całą kuchnię (w moim przypadku pół mieszkania).

środa, 3 września 2008

Obrusik

Tymi ręcami uszyty!!! Zanim z nim skończyłam, to się i światło dobre skończyło, więc i zdjęcia jakie są, takie są. Metoda wykańczania do dopracowania ale jestem na dobrej drodze do zaspokajania swoich obrusowych potrzeb... przynajmniej w jakiejś części :)


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails