niedziela, 31 sierpnia 2008

Moja torba ekologiczna

własnoręcznie uszyta, mocna i trwała, piękna i praktyczna. 100% recyklingu, bo materiał wcześniej służył komuś za zasłony :)


Zastanawiałam się niedawno, dlaczego te zasłony, mimo że używane są w takim dobrym stanie. Doszłam do wniosku, że Anglików zwyczajnie stać na materiały lepszej jakości i zmieniają wystrój wnętrza częściej niż my, Polacy. Stare zasłony, które nie miały jeszcze szansy się wysłużyć i zniszczyć wędrują na wschód, gdzie trafiają do babeczek takich jak my :) a w ich oknach pojawiają się nowe, z których my będziemy szyć woreczki już za rok lub dwa... Na pocieszenie dodam, że Szwedki, które do biednych, jak sądzę, nie należą też kochają pchlie targi...
I teraz, jak spotkacie kogoś z taką torbą na zakupach, będziecie mogły mieć pewność, że to ja we własnej mojej osobie, bo to unikalny pojedynczy egzemplarz :)))

sobota, 30 sierpnia 2008

Mała półeczka

Zawiesiliśmy dziś z samego rana półeczkę, którą kiedyś mój tata sklecił z gotowych elementów. Mamie chyba nie pasowała, bo znalazłam ją zapomnianą na strychu. Pomalowałam na biało (tylko raz, bo mi się farba skończyła), ustawiłam na niej raptem kilka bibelotów i z efektu jestem zadowolona. Trochę ciemniejszy zegar ożywia nową moją kompozycję i wprowadza trochę koloru. Lekka firaneczka powiewa pod wpływem podmuchu naszego wiatraczka. Biurowy kącik od razu stał się bardziej romantycznym...


piątek, 29 sierpnia 2008

Kolorowe

Urocze sikorki i subtelne kwiatuszki ręcznie malowane akrylami na starej desce. Akcent troszkę rustykalny ale nie mogłam oprzeć się temu delikatnemu wiejskiemu malunkowi, tym ślicznym kolorkom, a że brakuje zegara w sypialni to i chłop nie oponował. Chociaż on krótkowidzem jest i dla niego zegar na pół ściany byłby najlepszy...



P.S. Nie wiem czemu znów się włączyło podkreślenie, czasem tak mi się robi jak próbuję pisać nad zdjęciami a już mi się nie chce przepisywać na nowo...

czwartek, 28 sierpnia 2008

Summer Garden

Nabieram wprawy i szycie idzie mi całkiem nieźle. Gdyby mi ktoś rok temu powiedział, że kiedyś sama coś takiego zrobię, puknęłabym się w moje wysokie czółko... A tu proszę, piękna seria łazienkowa, w kwiaty niczym z letniego ogrodu, uszyta na prezent urodzinowy dla mojej koleżanki.


Kieszonki na łazienkowe drobiazgi, do wykonania tego cudeńka musiałam zużyć wszystkie swoje pokłady cierpliwości, ale udało się...


Uchwyt na dwie rolki papieru toaletowego, po babcinym szkoleniu uszycie takiego zupełnie nie sprawia kłopotów...

Woreczki wydawały się takie proste do uszycia, tymczasem gdybym nie miała kupionego na wzór, raczej nie wykombinowałabym nic dobrego...

niedziela, 24 sierpnia 2008

Malutka poduszeczka


Znalazłam ją wczoraj w kwiaciarni mojej ulubionej! Będzie w sam raz na igły, może przestanę je wreszcie gubić :)))

sobota, 23 sierpnia 2008

Waga




Kiedyś obiecałam pewnej Sylwii, że pokażę jej wagę pomalowaną na biało z bliska. Więc pokazuję. Nie skończyłam jej malowania i nie skończę, bo jednak chcę żeby była ciemna i kotrastowała z wszechobecną u mnie bielą. Mam nadzieję, że Sylwia zajrzy tutaj a zbliżenia ją usatysfakcjonują :)))

czwartek, 21 sierpnia 2008

Nareszcie jest!



Nostalgiczna, w 100% wiejska półeczka!!! Kiedyś wisiała w kuchni mojej babci a potem w składzie na narzędzia porastała kurzem i siecią pajęczych nitek. Wyproszona od cioci, teraz święci triumfy w mojej sypialni.
Półka została opalona ze starej farby, potem oczyszczona papierem ściernym (nie byłam zbyt dokładna, szczerze mówiąc, i co bardziej oporne fragmenty starej olejnej pozostały), a potem dwukrotnie pomalowana białą farbą akrylową do drewna. Wieszaczków nie czyściłam, chciałam żeby zostały takie oczernione. Brakuje mi trzech sztuk, jeśli ktoś widział coś takiego, coś... plus minus... na ogół, powiedzmy, proszę mi o tym jakoś powiedzieć :)
Niby nic, kilka desek skleconych, a jak cieszy. I pamiątka po babci śliczna...

niedziela, 17 sierpnia 2008

Pogoda jak kobieta


Sprawiliśmy sobie niedawno taki oto przemiły wiatraczek, aby swym powiewem orzeźwiał nas w upalne popołudnia i wieczory, a tu tymczasem nie ochłody nam potrzeba a ciepłego koca i herbatki. Herbatkę zaparzyłam, świece zapaliłam, żeby ocieplić szarawe światło wpadające przez okno i zanim zdążyłam zawinąć się w koc, oczom moim ukazały się słoneczne promyki nieśmiało przebijające przez olbrzymie cumulusy. I nie wiem teraz czy przenosić mój różowy kącik na balkon, czy pozostać na wygodnej kanapie, zapaść w wygodnych poduchach aby zatopić się w lekturze.


Zauważyłam ostatnio, że wolę dziewiętnastowieczne powieści od tych współczesnych. Te pierwsze bardziej mnie wciągają, sposób opisywania rzeczywistości wydaje mi się jakby delikatniejszy i pozbawiony tej ordynarności, jaką znajduję w opisie porodów, chwil intymnych i takich tam. U Sienkiewicza czy Reymonta kobiety wzdychają, płoną z miłości i z utęsknienia, mężczyźni całują je po rękach, wyrażając w ten sposób swoje dla nich uwielbienie, szczegóły pikantniejsze pozostawione są wyobraźni czytelnika. Współcześni bohaterowie po prostu uprawiają seks i tyle... No cóż, czasy się zmieniły, obyczaje też, to i książki inne się pisze...

P.S. Zanim skończyłam pisać tego posta niebo znów pokryło się chmurną powłoką, więc chyba zostanę na swojej kanapie...

piątek, 15 sierpnia 2008

Kilka nowych aranżacji

Dzisiaj święto, więc hałaśliwe prace renowacyjne muszę odłożyć na jutro (zabrałam się wreszcie za moją wiejską półkę). Kilka małych zmian można jednak było wprowadzić, od samego rana, bo zawsze tak mam, kiedy spędzę wieczór w mojej ulubionej Werandzie. Gdy tam siedzę (a siedzi się tam ostatnio dość długo, bo obsługa niestety fatalna, dawniej tak nie było) to już oczyma wyobraźni przesuwam meble w mieszkaniu, kupuję szmatki w lumpie i na aukcjach, zapalam świece, w wazony wstawiam świeże kwiaty. I następnego dnia zrywam się o świcie i biegam, i zmieniam, i strzelam fotki.


Soleirolia już przyklapnięta, ale jej zieleń wciąż jeszcze wspaniale kontrastuje z zimną szarością osłonki. Świece ocieplają kącik i dopełniają całości.

Kalanchoe - jeden z moich faworytów wśród kwitnących roślin doniczkowych, zwłaszcza jego pełna odmiana i zwłaszcza w tym właśnie bladoróżowym odcieniu.


Szydełkowa poszewka na podusię zakupiona w lumpeksie, najbardziej podoba mi się w niej okalający ją łańcuszek włóczkowych kwiatków.


W łazience butelki wypełnione szamponami, solami i innymi płynnościami. Nie lubię kosmetyków porozstawianych po wszystkich kątach i znalazłam sposób na pozbycie się wątpliwej urody kolekcji plastikowych opakowań. Na wannie stoi tylko to, co widzicie i kilka innych kąpielowych kosmetyków ukrytych w białym drewnianym wiaderku. Pozostałe kosmetyki są schowane w szafce nad umywalką.

czwartek, 14 sierpnia 2008

W warszawskich Łazienkach

rude wiewiórki "przybijają piątki" :))) Sami zobaczcie...








Jestem pod wrażeniem ich intensywnego rudzielstwa. Wiewiórcze stworzenia biegające po Żurawińcu są szare raczej i znikają z oczu szybciej niż się pojawiają, a to warszawskie indywiduum bawiło się ze mną w łapki ;) Szkoda że nie miałam żadnego orzeszka, bo wszyscy dobrze wiemy, że nie o zabawy temu rudzielcowi chodziło...
Drobiu też troszkę się znalazło:


Pan paw nie pokazał swojego pięknego ogona, musieliśmy się zadowolić kilkoma kolorowymi piórkami.

Kaczek jest tam całe mnóstwo, kłapią na swoich kaczych nóżkach i jedzą czipsy. Niedobra ja, takimi świństwami je uraczyłam...

piątek, 8 sierpnia 2008

Lato na balkonie


Wszelkie próby stworzenia romantycznego balkoniku kończą się fiaskiem a wszystko przez tę betonową nawierzchnię. Kolejny sezon, kiedy obiecuję sobie, że na pewno wezmę się za tę podłogę mija i nadal nic nie zrobione... Ale bluszcze rosną pomalutku i przynajmniej zasłonię ten paskudny szklany ekran.
Na stole mój nowy nabytek, piękny obrus ozdobiony haftem polnych kwiatów. Szkoda, że taki poplamiony. Ale mimo wszystko piękny...

środa, 6 sierpnia 2008

Muzycznie

Postanowiłam wypełnić naszą przestrzeń dźwiękiem. Nie wiem jak ja mogłam do tej pory żyć bez radio - odbiornika. W prezentowanym modelu zakochałam się od pierwszego wejrzenia parę miesięcy temu. Niestety jest dość drogi, więc nie mogłam go kupić. Dziś zadziałała perswazja reklamy, magiczne 30x0% :))) 10 rat bez żadnych żadniusieńkich opłat i mam moje kochanie na półeczce i mogę słuchać sobie audycji radiowych i jakąś płytkę zarzucić też! Hurra!

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails