niedziela, 27 lipca 2008

Haft krzyżykowy

Ostatnimi czasy polubiłam wyprawy do lumpeksów, zawsze można znaleźć tam coś ładnego za niewielkie pieniądze. Ale nie tylko cena jest ich atutem, zawsze kiedy zabieram się za przekopywanie tych koszy pełnych szmatek, zasłon, prześcieradeł czuję się jak myśliwy tropiący dziką zwierzynę :))) A kiedy jeszcze udaje mi się wygrzebać z nich jakieś śliczności szczęście moje sięga zenitu. Takim właśnie sposobem szuflady moje wzbogaciły się o kolejny zestaw sześciu kawowych serwetek koloru kremowego z delikatnym haftem. Są właściwie jak nowe, tylko jedna z nich ma niewielką, prawie niewidoczną plamkę...


Mały złodziej sprawdza czy białe kwiatki są równie dobre co chabry, stokrotki i inne takie pyszności... Podbiegł jak strzała, bez wąchania i żadnego namyślania zerwał zanim zdążyłam zaprotestować i schował się pod ławką, żebym mu czasem nie przeszkodziła skonsumować tego nowego zdobycznego przysmaku...


sobota, 26 lipca 2008

Lato

Wybrałam się dziś na ryneczek i przypłaciłam tę wycieczkę ogromnym bólem głowy. Gorąco i duszno między tymi straganami, głośno i tłoczno, a ja i moja jasna karnacja z trudem znosimy trzydziestostopniowe upały. Ale kwiatki ładne kupiłam i pyszniutkie śliwki, którymi się teraz objadam bez opamiętania i coś mi mówi, że może to się dla mnie skończyć w pewnym pomieszczeniu, do którego światło dzienne nie dociera... Niestety, tak już mam, że jak mi jakieś owoce zapachną, to nie spocznę, dopóki nie znikną z półmiska.




wtorek, 22 lipca 2008

Fruit passion

Poczłapałam dziś pierwszy raz od bardzo dawna do warzywniaka i owoców zatrzęsienie. Maliny, porzeczki, truskawki (?!), jagody, śliweczki, czereśnie, po prostu mnóstwo mnóstwo owocowych pyszności. Ale te ceny!!! Jest środek lata, wszystko powinno być tanie jak barszcz a tu niestety... Rozczarowana kupiłam tylko borówki i jeżyny i powędrowałam do domu spacerkiem, marząc o własnym ogródku i własnych zbiorach.

poniedziałek, 21 lipca 2008

Haftowane serwetki


Postanowiłam przeprosić moje haftowane serwetki kawowe. Wygrzebałam je z szufladki i ku mojej rozpaczy okazało się, że większość z nich jest okrutnie poplamiona... Uruchomiłam więc całą znaną mi procedurę walki z zabrudzeniami i na początek namoczyłam je w wodzie z proszkiem. Proszki, odplamiacze i inne takie chemiczne wynalazki pewnie kosztować mnie będą więcej niż nowe serwetki, jednak rzecz w tym, że te haftowała moja mama, a więc element sentymentalny się tu zakrada...

wtorek, 15 lipca 2008

Babcia uczy mnie szyć!

I na początek takie coś uszyłyśmy z mojego lambrekina. Ja to się głównie przyglądałam a babcia z teściową walczyły, kochane.





Są pewne niedociągnięcia ale trzeba wam wiedzieć, żeśmy to robiły na takim powojennym Łuczniku, co to pedałować trzeba, dokładnie tak, jak na słynnym Singerze!!! W jedną kieszonkę można schować dwie rolki papieru. Wyszło z jednego lambrekina kilka sztuk takich cudeniek i się teraz nie mogę zdecydować, które zostawić dla siebie :)

niedziela, 13 lipca 2008

Lambrekin

Kupiłam sobie taki lambrekin, bo mi się spodobał jego delikatny kwiatowy deseń. Chciałam sobie z niego uszyć abażury, ale te abażury to nie taka prosta sprawa, jak mi się na początku wydawało... Lubiłam w liceum geometrię ale teraz to nie pamiętam z tego nic a nic, a tu się kłania stożek ścięty, którego wymiarów nijak nie mogę sobie wyliczyć, żeby go rozpłaszczyć, narysować szablon i wyciąć. A jak mi się wreszcie uda, to nie wiadomo czy płaszczyznę taką da się wyciąć z tego akurat skrawka materiału. Jeżeli się taki zabieg nie powiedzie, to coś innego wymyślę, a może nawet zawieszę sobie taki lambrekin na oknie, chociaż nigdy nie miałam lambrekinów i nawet nie wiem, z czym to niby miałabym skomponować.
Lambrekin ma ok. 2metrów długości po zmarszczeniu i 20cm wysokości więc można całkiem sporo małych rzeczy z tego poszyć.

wtorek, 8 lipca 2008

Magia świec

A tak sobie dzisiaj zrobiłam romantycznie... na pocieszenie.


Dziś rano, przed wyjściem do pracy wrzuciłam do pralki kilka ręczników i szlafrok, szlafrok ma kieszenie, a w nich czasami są telefoniki, telefoniki nie lubią prania niestety... Ustrojstwo do wyrzucenia, muszę przeprosić stare, nie to mnie jednak martwi a fakt, że wszystkie numery kontaktowe miałam zapisane w pamięci telefonu a nie karty... :((( Dlaczego mi się ciągle takie rzeczy przytrafiają??? Jeszcze nie zdążyłam pomalować sufitu w kuchni...

czwartek, 3 lipca 2008

Koronki i hafty

Piękne poszewki nareszcie mam! Są tak ogromne, że nie miałam ani odpowiedniej wielkości, ani ilości poduszek do ich wypełnienia. Więc urządziłam w nich tajną skrytkę dla rzadko używanych ręczników, kap i innych szmatek... Wszystkiego tam po trochu, zasada upychania tylko jedna: byle jasne od przodu, bo bawełna cieniutka i prześwitująca...




wtorek, 1 lipca 2008

Robota wre

Żeby nie zasypiać gruszek w popiele i nie odkładać roboty na kolejny rok wzięłam się ostro do roboty. Nie udało mi się oczyścić do żywego drewna i czerwony odcień pozostał, a to dlatego, że ramy są wybarwione bejcą, a ja nie mogę zbyt mocno przecierać, żeby nie wygładzić szczotkowania. Ale biała emalia powinna pokryć ładnie już...


Teraz mam paluszki czerwone, bluzka czerwona i spodnie czerwone...

Uwaga

Ramkowa oferta sprzedazowa czasowo wstrzymana, kobieta zmienną jest :) Spróbuję przemalować ramki i jak się uda, skończę wreszcie moją ślubną galerię na przedpokojowej ścianie. Trzymajcie kciuki i podziękowania dla Sylwii, że się nie gniewa na mnie :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails