poniedziałek, 30 czerwca 2008

Ramki

Wyjątkowo, bo nie temu ma służyć ten blog, zgłaszam chęć sprzedania tych oto pięknych ramek. Wykonane są ze starego drewna, mocno przeżartego przez kołatki, bądź też robionego na takie. Pomalowane na czerwono i pozłacane. Kupiłam je rok temu i od tamtej pory leżą w szafie, więc chyba pora się ich pozbyć...




Przybliżone wymiary ramek:
mini: 17x22, szerokość ramy ok. 4cm; cena 35zł;


midi: 25x30, szerokość ramy ok. 6cm; cena 47zł;


i maxi: 27,5x33,5, szerokość ramy ok. 6cm; cena 65zł

Ja za te ramki tyle zapłaciłam, naprawdę nic na tym nie zarabiam. Miałam wystawić na Allegro, ale pomyślałam, że najpierw wśród znajomych popytam :) Zainteresowani proszę pisać na kopciuszek1605@gazeta.pl

niedziela, 29 czerwca 2008

Lilia

od mojego chłopa, trochę wyproszona i wycałowana, ale kupił :))) Teraz w trójkę, czyli ja, chłop i pan królik upajamy się jej intensywnym zapachem...

sobota, 28 czerwca 2008

Buszująca w szmatkach

Udało mi się zdobyć dziś dwie ogromniaste poszewki, w sam raz na jesienną dekorację sypialni, dwie zazdroski, i trzy okrągłe obrusy wydziergane zapewne maszynowo, ale też ładnie te maszyny dziergają ;) A to wszystko za jedyne 50zł! Niech żyją lumpeksy!



czwartek, 26 czerwca 2008

Wspomnienia z dzieciństwa


Odpoczynek na balkonie dziś mi się należy, tym razem przy lekturze mało do mojego wieku adekwatnej... Kupiłam trzy lata temu na urodziny mojemu, wtedy jeszcze niemężowi, wszystkie 20 sztuk komiksów z przygodami Kajka i Kokosza. Miło mnie wtedy zaskoczył pracownik Empiku oznajmiając przy kasie, że co trzeci komiks będzie gratis, dzięki czemu zaoszczędziłam całą stówkę płacąc tylko za 14 części! Mój luby był wtedy chory na katar i przez tydzień leżał w łóżku, ucieszył się więc bardzo z tego prezentu.
A teraz, po trzech latach, ja zajrzałam do magicznego pudełka pełnego bohaterów z dzieciństwa, których przygody przeżywałam rokrocznie w deszczowe dni wakacyjne spędzane u babci na wsi...

środa, 25 czerwca 2008

Co się stało z moim chłopem?



Nie dziwi mnie fakt, że chłop mój na osłodę samotnego popołudnia kupił mi rano czereśnie. Nie wiem tylko, dlaczego nie zostawił ich, jak zazwyczaj, w lodówce albo w zlewozmywaku, a zrobił z nich kompozycję przykrywając siatką, której to zapewne w tym celu szukać musiał... Bo była schowana w szufladzie, do której się raczej nie zagląda...

Różane drzewko

Tak wygląda po kilku dniach, w środkowej części i górnej też będą kwiaty, ale dużo dużo mniej. I jeszcze taką mam bielusieńką okrywową, będzie rosła między bluszczami razem z jakąś pnącą różą. Zadziwiające to może, ale mam zamiar na tej małej powierzchni założyć sobie iście różany ogródek. Czekam tylko na comiesięczny dopływ funduszy i ruszam szukać kratki dla moich pnączy!

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Piknik

Zdecydowaliśmy się uczcić pierwszą rocznicę naszego ślubu w plenerze. Zapakowaliśmy więc szampana, owoce i kolorowe kanapeczki do lodówki turystycznej, która później pełniła rolę stolika i rozłożyliśmy się z tym całym majdanem na nadrusałkowej łączce, w cieniu drzew. Trochę się nam ludziska przyglądali, ale czy to aż takie ważne???


Ponieważ Maciej prowadził, wypił szampana tylko symbolicznie, a ja próbowałam resztę. Ale po trzech lampkach zrobiło się tak błogo i przyjemnie, że ucięłam sobie drzemkę. A potem już nie chciałam więcej bąbelków i wylałam krasnoludkom...



Jednorazowym naczyniom, nawet na pikniku, mówimy stanowcze nie! Trochę było do dźwigania w torbie, ale przyjemność konsumpcji jednak o niebo większa, zwłaszcza, że w końcu to nasza rocznica. Chociaż wypada dzisiaj, piknik urządziliśmy wczoraj.

P.S. Rusałka to takie poznańskie jeziorko.

niedziela, 22 czerwca 2008

Przyprawy i inne

Wybrałam się wczoraj na zakupy do zbyt często uczęszczanego przeze mnie sklepu i kupiłam wielkie szklane słoje na sypkie kuchenne niezbędniki. Ponieważ są dość drogie, kupuję je sukcesywnie, bo trzeba przyznać, że są niezwykle pojemne. Pomyślałam, że etykiety zrobione własnoręcznie dodadzą im charakteru i chyba się nie myliłam? Przy okazji zrobiłam porządek z niektórymi przyprawami, przesypując je do słoiczków również zakupionych kiedyś w IKEA. Szkoda, że już ich nie sprzedają, przydałoby mi się więcej.


Przy okazji podziękowania i ukłony dla Bernadetty, teraz będę Macieja poić naparem z lubczyka :)

sobota, 21 czerwca 2008

Królowa kwiatów

Zakwitła nareszcie! Już myślałam, że się nie doczekam, a jednak, wkrótce na moim różanym drzewku pojawi się mnóstwo różowych, drobnych kwiatuszków.


Niestety ogrodnik ze mnie marny i nie wiem już jak mam ratować jej listki. Pryskam jakimiś chemicznymi środkami to biedne drzewko średnio raz w tygodniu. W okolicy pączków pojawia się coś w rodzaju pleśni i pajęczynki, pryskanie (chyba Amistarem) pomaga, ale na krótko. Natomiast na niektórych liściach pojawiają się rdzawe plamy a inne zwyczajnie usychają i temu już nie umiem zapobiec. Na szczęście w nieszczęściu w zeszłym roku róża przeżyła do sierpnia, a w tym od nowa zaczęła cały cykl wegetacyjny, łącznie z łapaniem wszystkich możliwych chorób różanych. Pewnie co roku będzie podobnie.

środa, 18 czerwca 2008

P.S.


Chabry długo nie postoją...

Chabry

Wracałam dziś sobie z pracy łąkami rosnącymi na moim rozbudowującym się osiedlu i znalazłam krzaczaste chabry w pobliżu jednego z nowych bloków. Rwać czy nie rwać? Nie miałam czasu się z nimi szamotać więc rwałam szybko z korzeniami i z tym pękiem chwasta przylazłam do domu. Drzwi otworzył mi mój chłop i jak zwykle puknął się w czoło widząc mnie z miotłą jakichś niebieskich badyli, jeszcze na dodatek z korzeniami i ziemią. A ja mu wręczam to naręcze ze słowami: kochany, kocham cię nad życie!!! ;) I co on na to? A gdzie jest chlebek dla mnie? Przytulił się do bochenka najzwyklejszego i zniknął w kuchni uradowany...


Nie układałam ich nic a nic, obcięłam tylko korzenie i wstawiłam do wody tak, jak przyniosłam. W końcu to polne zielsko, musi być jak najbardziej naturalnie.

wtorek, 17 czerwca 2008

Monika Kantor

Zrobiłam sobie na ścianie łazienkowej plamistą dekorację z moich czasowstrzymywaczy, zerżniętą żywcem z kuchni Moniki Kantor. Przyklejone są do ściany masą mocującą, która nie zostawia żadnych śladów, trzyma mocno ale w każdej chwili można zdemontować tę konstrukcję artystyczną, co niechybnie nastąpi, gdy tylko się znudzi. Fakt, że istnieje taki doskonały materiał klejący, został przeze mnie odkryty dzięki Bernadetcie.


Trochę to wygląda, jakby kto bańki w wannie puszczał...

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Pan królik

Na specjalne życzenie anonimowego gościa kopciuszek prezentuje: domek pana królika!!! Stoi on tu zazwyczaj, jednak do zdjęć jest usuwany z zasięgu obiektywu, ze względu na swoją niezwykłą urodę.

A oto i pan królik, w barwach biało czerwonych, kibicuje naszym! Polska gola! Ale cóż to za mina, chyba strzelili nam karnego...

A tu już pan królik na wakacjach :) W rzeczywistości pan królik jest samiczką mam nadzieję, że nie ma mi za złe tego męskiego przydomka...

Oczko wodne

na stole też można mieć. Taca nie przecieka i bardzo dobrze się sprawdza. Prosta świeca i kilka małych kwiatków a jaki efekt ładny... Dobry sposób na wykorzystanie złamanego badylka. Ja akurat wrzuciłam tu te parę sztuk, które zostały jeszcze ze ślubnych podarunków dla mojej szwagierki.

niedziela, 15 czerwca 2008

Motyle

Zawiesiłam na moich paskudnych drzwiach cudną zazdroskę. W motyli wzór! Drzwi nie grzeszą niestety urodą, będą wymienione, ale to dopiero za jakiś czas, bo teraz pan królik ściera sobie na nich zęby i pazury! A co, jemu też się coś należy od życia :) Nowe będą sosnowe, białe i przetarte, już ja się nie dam więcej namówić nikomu na żaden kompromis!

sobota, 14 czerwca 2008

Płatki róż

Kiedy róże zwiędną można je oczywiście po prostu wyrzucić ale można też sprawić sobie kąpiel niczym Kleopatra a zielone części podarować panu królikowi. On się wtedy tak cieszy, że aż mu się trzęsie cały zadek i ogonek. Nic się nie marnuje :)

piątek, 13 czerwca 2008

Wieszaczek


Kupiłam kiedyś toto na Allegro, wymiary dokładnie takie, jakie deklarował jej poprzedni właściciel, ale w mojej głowie powstał obraz rozsądnych rozmiarów półki, na której poustawia się kuchenne bibeloty. Więc jak paczka przyszła nieduża i w niej to coś znalazłam, to pierwsze, co pomyślałam, po raz kolejny z resztą, że już nigdy przenigdy nie kupię nic w necie!!! Odnowiłam jednak troszkę i jestem całkiem zadowolona z tej mojej miniaturki :)
P.S. Pan królik obgryzał koniowate bieguny i koń wrócił do sypialni!

czwartek, 12 czerwca 2008

Jak przyjemnie


posiedzieć na balkonie, kiedy nie jest już tak upalnie, wypić ciepłą herbatkę i cieszyć się, że mieszkanie moje tak się podoba. Rzeczywiście kilka rzeczy w mieszkaniu przemieszczało się w czasie sesji a "Mój Piękny Dom" to niestety nie "Weranda", jeden artykuł musi się zmieścić na maksymalnie sześciu stronach, więc i tak dostałam dużo miejsca. Co do samej treści, tekst jest praktycznie mój (ale cicho sza!), troszkę tylko poprawiony, więc tym większa moja radość, bo nie myślałam, że go wykorzystają.

Piłkarski chlebek dla męża

Co by mu się lepiej mecze oglądało, kanapeczki się malutkie pyszniutkie zrobi i może nie będzie się biedaczysko tak bardzo stresował... Wgrrryzie się w te kanapki i uspokoi trochę!

środa, 11 czerwca 2008

Sypialnia

Różne już tu były wersje kolorystyczne, tę akurat (jak najwięcej bieli) będziemy oglądać w "Moim Pięknym Domu" już jutro, mam nadzieję.

Zamysł mój jest taki, aby to łoże zasypać białymi poduszkami: haftowanymi, szydełkowanymi, z koronkami, falbankami. Na razie jest to, co miałam akurat pod ręką, czyli ikeowskie poduchy. Poszperam jednak trochę, bo zdecydowanie zbyt katalogowo się zrobiło w tym pokoju. Zdałam sobie sprawę, że jedynie biurko i szafa nie są z tego sklepu dla mas... A jeszcze mi się podobywują takie kinkiety stamtąd i jak je dokupię, to już całkiem jakbym ze sklepu nie wychodziła będzie :( Dlatego chociaż poszewki muszem jakieś inne wykombinować.

Okno moje sypialniane jest zbyt trudne do uchwycenia w kadrze dla fotografa o zdolnościach co najmniej wątpliwych. Jest lekko, zwiewnie i romantycznie.
A w ogóle to dość już mam tego łóżka! Teraz bym sobie inne sprawiła. Nikt jednak nie chce mnie od niego uwolnić...

wtorek, 10 czerwca 2008

Drobiazg

Wyniuchałam to serduszko w kwiaciarni, czekając na jakąkolwiek florystkę, która będzie miała chwilę, żeby mnie obsłużyć. Nie mam na myśli nic złośliwego, po prostu w czerwcu ruch na rynku matrymonialnym jest tak ogromny, że czasem cierpliwość nasza zostaje wystawiona na próbę... Ja akurat w kwiaciarni lubię sobie poczekać :) Chłop mój pocił się w samochodzie, a ja szperałam...

poniedziałek, 9 czerwca 2008

Orzeźwienie


Po spacerku należy się chwila relaksu na częściowo już zacienionym balkonie. Podobno wkrótce pogoda ma się pogorszyć, więc trzeba z niej korzystać póki można! Znając nasze polskie klimaty, lato może wrócić dopiero we wrześniu :(

Gruszka


Jak już kwiaty zwiędną i utracą swoje piękno, to można z weselnej gruszki zrobić stołową dekorację :)))

niedziela, 8 czerwca 2008

Barwy narodowe


Zaraz na moim balkonie zawiśnie takie oto cudo... Takie są efekty posiadania męża ;) A więc:
POLSKA GOLA!!!

Ulotnie urocze

Para Młoda dostała tyle kwiatów, że trzeba było ich trochę wziąć dla siebie :) I tak też dostało mi się kilka ładniusich bukietów, z których zrobiłam jeden większy. Szkoda, że w takim upale żywe będą ledwie przez parę chwil...


Kwiatom nie służy cała ta oprawa z bibułek, siatek, kokard i czego tam jeszcze. Ładnie to wygląda, kiedy bukiet trzeba wręczyć, ale w domu lepiej całą tę oprawę zrzucić i pozostawić kwiaty samym sobie... Z wodą oczywiście. Wyglądają wtedy bardziej naturalnie i dzięki temu mają w sobie więcej uroku.


I jeszcze taki jeden mam, za wysoki był do wazy, a szkoda mi było ciąć...

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails