środa, 18 czerwca 2008

Chabry

Wracałam dziś sobie z pracy łąkami rosnącymi na moim rozbudowującym się osiedlu i znalazłam krzaczaste chabry w pobliżu jednego z nowych bloków. Rwać czy nie rwać? Nie miałam czasu się z nimi szamotać więc rwałam szybko z korzeniami i z tym pękiem chwasta przylazłam do domu. Drzwi otworzył mi mój chłop i jak zwykle puknął się w czoło widząc mnie z miotłą jakichś niebieskich badyli, jeszcze na dodatek z korzeniami i ziemią. A ja mu wręczam to naręcze ze słowami: kochany, kocham cię nad życie!!! ;) I co on na to? A gdzie jest chlebek dla mnie? Przytulił się do bochenka najzwyklejszego i zniknął w kuchni uradowany...


Nie układałam ich nic a nic, obcięłam tylko korzenie i wstawiłam do wody tak, jak przyniosłam. W końcu to polne zielsko, musi być jak najbardziej naturalnie.

4 komentarze:

festoon pisze...

Bardzo mnie sie narracja podoba,chabry zresztą też:)

asik_piotrusia@poczta.fm pisze...

witaj:) mój chłop tak samo reaguje na zielsko(czyt.kwiaty), które rwę jak jesteśmy u teściowej na wsi.
Pomalowałam właśnie lampę naftową, jutro ją przetrę albo przyzłocę i będzie sobie ładnie stała na regale.A tak swoją drogą Kopciuszku narobiłaś mi ochoty na pisanie bloga......może niedługo też coś wymodzę.Pozdrawiam
asiorek vel asik_piotrusia

Anonimowy pisze...

Jesteś "kopalnią" pomysłów i inspiracji dlatego lubię tu zaglądać. Pozdrawiam
Danuta D.

Bernadetta pisze...

Pięknie wyglądają w tym dzbanie .A chłop jak chłop ;) i tak fajny bo widać niewiele mu do szczęścia potrzeba :)

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails