sobota, 27 grudnia 2008

Grzaniec

Teraz grzane wino pite przy pachnącej choince smakuje zupełnie inaczej! Te małe, bolesławieckie dzieła sztuki... Jeszcze tylko kubeczki śliczne muszę sobie sprawić ale to nie wszystko naraz, trzeba umieć dozować sobie przyjemności :))) I już czuję ten zapach wina z goździkami i cynamonem, pomarańczami i miodem... Pyszności!

środa, 24 grudnia 2008

Spokoju i radości


Każdy sam wie, czego w życiu pragnie najbardziej i tego właśnie Wam życzę, moje podczytywaczko - podglądaczki.

poniedziałek, 22 grudnia 2008

i kolejne wyróżnienie

za które dziękuję Anne:


Reguły znam, jednak po raz kolejny wybiorę jednego tylko bloga: Jagodowy Zagajnik, za niezwykłą pomysłowość w wykorzystywaniu różnych, wydawałoby się - zbędnych, przedmiotów do tworzenia domowych dekoracji.

niedziela, 21 grudnia 2008

Bożonarodzeniowe drzewko


Tak sobie wymyśliłam, że w tym roku święta spędzimy w bieli i naturalnych szarościach, a motywem przewodnim będą serduszkowe elementy, które sobie w terminie późniejszym wykorzystam (czyt. w walentynki :)). Tak więc z kanap zniknęły kolorowe poszewki, a ich miejsce zajęły białe, do których dołączą te wyczekiwane od Mikołaja. Mikołaj jest nieubłagany i nie pozwala nawet do zdjęcia rozpakować.... Piękny, gęsty świerk ozdobiony skromnie, zawisły na nim tylko naturalne, słomiane dekoracje. Z zakupionej starej lnianej zasłony uszyłam worek biały na donicę, przewiązałam kokardką z rafii, dodałam ceramiczną skarpetkę i drzewko gotowe. Starałam się uniknąć czerwonych dodatków, nie do końca się udało.

sobota, 20 grudnia 2008

Świąteczne impresje




Nie wiem, co chcę napisać, więc zdjęcia same wklejam na razie. Pogoda depresyjna i weny nie ma!

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Zdobyłam!

Sprzątam i sprzątam i końca nie widać, a wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że tylko coraz większy bałagan jest. Mieszkanie wygląda jakby stado kuz tędy przewędrowało, pan królik niespokojny, bo coś za duży rozgardiasz w ostatnich dniach u nas panuje. Ale już choinka pachnąca stoi na balkonie i czeka na chwilę odpowiednią, by, niczym Telimena, ostatnią na salony wejść.
A tymczasem mała przerwa mi się należy.



Szukałam takiego pojemnika już bardzo długo i wreszcie mam! Co prawda nie biały ani nie kremowy, ale ten szaro niebieski też mi się podoba. Przyniosłam ze Starej Rzeźni, chłop mój skwitował oczywiście "starym wiadrem" i machnął ręką na tę moją wariacką zdobycz...

niedziela, 14 grudnia 2008

Lambrekin i róże


Powiesiłam ten lambrekin jakiś czas temu, żeby zobaczyć jak się będzie prezentował i już tak zostawiłam, bo mi się ściągnąć go nie chciało. I tak sobie wisi niewyprasowany, za chwilę przeciągnę po nim żelazkiem, a wam już z lenistwa mojego wrodzonego pokazuję taki pognieciony, niedobra ja. Ładnie???
Ech, żeby ten widok za oknem bardziej zielony był...

sobota, 13 grudnia 2008

Wyróżnienia

Dziękuję sylwiap77 za wyróżnienie mnie nagrodą:


oraz Sylwii i Ewie za:

Zgodnie z zasadami odpowiadam na trzy pytanka:

o moją pierwszą miłość: oczywiście nieodwzajemniona nigdy...
0 coś co sprawiło że zamarło ci serce: barrrdzo przykra wiadomość :(((
o przedmioty bliskie mojemu sercu: wszystko to, czym się otaczam...

Powinnam też wyznaczyć osoby, którym sama przyznam wyróżnienie, więc przyznaję wszystkim, bo już sama nie wiem kogo mam wybrać tym razem...

Świąteczne przygotowania


Zaczynam porządki zimowe. Dziś tylko mała rozgrzewka jednak w ciągu najbliższych paru dni pióra będą leciały, przewracać będę mieszkanie do góry nogami, przerzucać, przemieszczać, wyrzucać i odkładać, przekładać, wycierać, zmywać i zamiatać. Mam niestety naturę taką, że najlepiej mi się sprząta, kiedy pojawia się w moim mieszkaniu coś nowego, wtedy potrafię przetrząsnąć każdy zakamarek, aby dla tego nowego nabytku znaleźć idealne miejsce. Więc też biegam po sklepach, szukam świątecznych inspiracji i kiedy wreszcie znalazłam (w aptece!!!) jakaś taka spokojniejsza się czuję i wiem, że nadszedł już ten czas, aby chałupę moją gruntownie oczyścić i przygotować na nowości. Jedną z nich są lniano - bawełniane kuchenne łapki, wyjątkowo przydatne w czasie świątecznych przygotowań... Te haftowane serca są takie zachwycające! Wiem też, że Mikołaj przyniesie mi poszewki z takim samym dekorem ale Mikołaj ten stanowczo odmówił wręczenia mi ich przed wigilijną kolacją...
Ponieważ pracę mam taką a nie inną, wypiekać pierników w domu raczej nie będę a naznoszę sobie ciast i ciasteczek mnóstwo z pracy. :))) A kiedy już je sobie przyniosę, wrzucę do takich oto kolorowych puszek. A po świętach będę tam sobie trzymać nici i guziczki, koronki i inne krawieckie niezbędniki. Ostatnio coś lenię się straszliwie, kupiłam kawał lnianej zasłony, żeby z niej poszyć świąteczne worki i chyba już nie zdążę... :(

piątek, 5 grudnia 2008

I love your blog

Dziękuję za prezent od Festoon i Conchity. Miło, że dla kogoś blog ten był zachętą do własnej radosnej twórczości :)))

Powinnam teraz zaprosić do zabawy kolejnych siedem blogowiczek, tych które najbardziej cenię i lubię. Chyba się jednak wyłamię, bo wszystkie już żeście dostały nominacje i to po kilka razy :) Wybiorę więc jeden tylko: Arine, bo jej grafiki są wyjątkowe, zabawne, ze ślicznymi detalami, takie że chciałabym kupić je wszystkie...
A uwielbiam zaglądać do wszystkich was, bez żadnego wyjątku!!!

To miał być gwiazdkowy prezent :(((

Lampa okazała się jednak niewiarygodnie małą lampką o niewiarygodnie małej mocy, światełko ledwie nastrojowe a wisieć miała w przedpokoju... A tak się już cieszyłam, że znalazłam wreszcie coś idealnego. Muszę to maleństwo zwrócić do sklepu :((( Jeżeli ktoś wie, gdzie można kupić coś w tym stylu, większego jednak wymiarowo i może z ceną bardziej odpowiednią niż tą proponowaną w Almi Decor proszony o info jakieś...

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Szare serce

udało mi się znaleźć wśród tony sklepowych bibelotów, będzie idealne na świąteczną dekorację, troszkę zieleniny się doda, może troszkę bieli, a reszty dokona płomień palących się świeczuszek... Walczę z pokusą zbyt wczesnego dekorowania mieszkania bożonarodzeniowymi akcentami ale coś tam już sobie do domu znoszę i pomalutku, po cichutku cosik tam kombinuję...


Ach i jeszcze oczu moich nacieszyć nie mogę grafiką cudną od Arine! Początkowo miała zawisnąć na drzwiach od łazienki, myślałam nawet żeby zamówić całą serię nadrzwiową (bo skrzydeł drzwiowych posiadam aż dwie sztuki!!! no może trzecia by się znalazła jakby balkonowe liczyć) ale te moje drzwi brzydkie takie, że szkoda coś na nie wieszać, nic już im pomóc nie może. Grafika oprawiona tymczasowo, ponieważ pani, do której się wybrałam, oznajmiła, że nie wie czy w grudniu zdążą mi to oprawić (jakże ja jeszcze bez panci w kąpieli wytrzymać bym miała cały miesiąc?!?), stwierdziłam więc, że wybiorę się do niej w styczniu po tym całym świątecznym zamieszaniu... Wtedy też wysokość całości ulegnie zmianie.

Zbliżenia nie wrzucam, bo nie wiem czy mi wolno. Dociekliwym radzę zwrócić się z prośbą do autorki, może na blogu swoim zaopatrzy w stosowne zabezpieczenia i umieści... Ale po kliknięciu zdjęcie się powiększa i troszkę więcej szczegółów można się dopatrzeć.

niedziela, 23 listopada 2008

Małe dekoracje

Środki pieniężne mocno ograniczone, ponieważ są rzeczy ważne i ważniejsze, a potrzeba choćby najmniejszych zmian nadal silna. Postanowiłam więc skorzystać z pomysłu skandynawskich blogowiczek i używając dostępnych moich skromnych zasobów, zaaranżowałam sobie doniczki na świeczniki, proste i całkiem niebrzydkie. Na chwilę obecną nie posiadam ceramicznych, nic to jednak przecież, bo białe też są niczego sobie.


Ponieważ róże moje piękne już zwiędły a chryzantemy ciągle żywe, wrzuciłam je do tacy wypełnionej wodą i przedłużyłam chwile radosnego upajania się widokiem kwiatów (wiem wiem, to już było, ale sposób na wykorzystanie resztek bukietów godny powtórzenia). Świeczek pływających nie mam ale te nawet sobie dzielnie radziły w wilgotnych warunkach, w jakich przyszło im spełniać swe zadanie.

piątek, 14 listopada 2008

Jesień


Chłopa musiałam zatrudnić do zrobienia tego zdjęcia, siedzi w domu chory na nogę, a ja wychodzę przed wschodem i wracam po zachodzie słońca, więc światło dzienne w moim mieszkaniu w weekendy raptem spotykam... Taka to pora roku... Wraca człowiek styrany do chałupy i miałby ochotę coś w niej zrobić jeszcze ale jak ciemność za oknem widzę, to sobie myślę, że po nocach nie będę się szarpać... Choćby ta noc o 17.00 była. Rozkładam się na kanapie, książkę przed nos i czekam aż noc trochę późniejsza będzie, żeby zmienić kanapę na małżeńskie łoże a koc na kołdrę i zapaść w sen...
O różach dzisiaj nic, kupiłam sobie, bo mnie ochota naszła :)))

piątek, 31 października 2008

Halloween

CUKIEREK ALBO PSIKUS!!!

czwartek, 30 października 2008

Ankieta czytelnicza


Zaproszona przez Ivon777 i Sylwię15a odpowiadam na dziesięć pytań:

1. O jakiej porze dnia czytasz najczęściej?

Zazwyczaj dopiero wtedy, gdy uporam się z codziennymi obowiązkami, czyli popołudniu lub wieczorem. Wyjątkiem są weekendy, kiedy to czytaniu mogę poświęcić nawet kilka godzin, z przerwami na posiłki.

2. Gdzie czytasz?

Właściwie tylko na kanapie, w łóżku bardzo rzadko, czasami na balkonie ale meble tam niewygodne i najczęściej po pół godzinie przenoszę się na kanapę i tak.

3. Jeśli czytasz na leżąco, to najczęściej na plecach czy na brzuchu?

Raczej na dowolnie wybranym boku... Lub w pozycji półsiedzącej :)

4. Jaki rodzaj książek czytasz najchętniej?

Bo ja wiem... Różne różniste.

5. Jaką książkę ostatnio kupiłaś?

"Przeminęło z wiatrem" Margaret Mitchell dla mnie i "Bunt w Sobiborze" dla mojego chłopa. On lubi takie wojenno - powstańcze tematy, ja lubię kupować klasyki.

6. Co czytałaś ostatnio?

Niech będzie ostatnich pięć: "Ptaki ciernistych krzewów" Colleen McCullough, "Córka opiekuna wspomnień" Kim Edwards, "Ziemia obiecana" Władysława Reymonta, "Moby Dick" Hermana Melville'a, "Pokuta" Iana McEwana.

7. Co czytasz aktualnie?

"Przeminęło z wiatrem" :))) Ponieważ jestem z tych powolnie czytających czeka mnie długa przygoda.

8. Używasz zakładek czy zaginasz "ośle rogi"?

Książek nie niszczę, choć niestety często chrupię coś czytając lub, co gorsza, zjadam tabliczkę czekolady, co nie może pozostać bez śladu na którejś z kartek :( Wkładam między kartki, to co mam pod ręką, serwetkę, chusteczkę, kawałek gazety, a gdy już nic nie przychodzi mi do głowy odwracam książkę otwartą, okładką do góry, co wywołuje szczyt niezadowolenia u mojego chłopa...

9. Co sądzisz o książkach do słuchania?

Ja mam słuch trochę słaby, więc takie udoskonalenie nie dla mnie, a raczej dla osób niewidomych lub niedowidzących.

10. Co sądzisz o e-bookach?

Nie korzystałam nigdy i nawet nie wiedziałabym, gdzie takich szukać. Czytanie z ekranu monitora byłoby dla mnie zbyt męczące.

Do zabawy zapraszam Benię i Kamę.

sobota, 25 października 2008

Bluszcz



Wykopałam go z beczki, co to na balkonie stoi, bo już się w niej zmieścić nie mógł. Korzenie dosyć mocno nadwerężyłam przy tym, ale mam nadzieję, że przeżyje. Czyż telewizornia nie lepiej się prezentuje z takim ładnym zielskiem nad sobą?

niedziela, 19 października 2008

Ficus benjamina

Mój najnowszy nabytek, niewielki beniamin, niczym bonsai a znacznie od niego tańszy. Udało mi się, a właściwie mojej mamie, znaleźć, wśród mnóstwa innych drzewek, właśnie takie, karłowate, idealne do umieszczenia w starej wazie. Nie tam żadne pięć gałązek owiniętych wokół siebie, rosnących prosto w górę. Mam tylko nadzieję, że dobrze zniesie rozłąkę z przyjaciółmi ze sklepowej półki i spodoba mu się jego nowe miejsce...


środa, 8 października 2008

Kupić, nie kupić

Wiedziałam, że jeżeli nie wejdę w posiadanie tego świecznika , to nic się nie stanie, ale żałować będę. A jeżeli przytacham go do domu, żałować będę, że znów wydałam pieniądze... Ostatecznie lepiej żałować, że się coś zrobiło niż nie, świecznik zawisnął i już spełnia swój obywatelski obowiązek, świeca ta zbyt masywna ale deficyt u mnie odpowiednich ostatnio...

sobota, 4 października 2008

Kreteńska pamiątka



Przywiozłam sobie z wyspy ceramiczny lampion. Mój wybór padł na wzór serduszkowy, sama nie wiem, czemu nie wybrałam czegoś bardziej greckiego??? Jego urok w pełni się uwidoczni wiosenną porą, kiedy to na balkonie nastąpią kolorystyczne zmiany a sam lampion zawiśnie bądź na ścianie, bądź nad stołem... a póki co w jesiennej scenerii.
Na balkonie wiatr hula, zimno tam i robić się nic nie chce... Już powietrze takie inne, październikowe, aż by się chciało włożyć kolorowy szalik i rękawiczki, i pobiec do parku, gdzie z drzew zaczynają opadać kolorowe liście. Cieszy mnie fakt ten, bo uwielbiam szelest suchych liści pod stopami (a właściwie butami)... A tu niestety za ścierę i porządki jesienne czas zacząć...

piątek, 3 października 2008

Kreta c.d.



Żółwie znaleźliśmy w końcu w nieco mniej turkusowej wodzie :))) Niedziela okazała się być deszczowa (na Krecie pada średnio 25 dni w roku, więc mieliśmy szczęście trafić na jeden z tych kilku dni...) i owocna mimo wszystko, zobaczyliśmy mnóstwo urzekających uliczek w Rethymnonie, niemożliwością było obfotografować je wszystkie, mam wreszcie tylko jedno jedyne zdjęcie i to ze mną w roli głównej...

Czyż nie piękna inspiracja??? Jednak najbardziej inspirująca okazała się wyprawa na Santorini. Wspaniała gra bieli i błękitu, przełamana zielenią i malinowym różem pięknych kwiatów. Nic już więcej nie powiem, po prostu patrzcie...









A na szarym końcu smutny osiołek. Było tam takowych cała osiołkowa stacja! Bo na Santorini jest więcej wina niż wody, więcej kapliczek niż domów i więcej osiołków niż ludzi!!!

środa, 1 października 2008

Kreta

Pobyt na Krecie był tak krótki, że niestety nie udało nam się zobaczyć wielu miejsc, które bym chciała, mam jednak nadzieję, że kiedyś uda nam się tam wybrać jeszcze raz. Wylądowaliśmy tam w środę, tydzień temu. Heraklion wydał mi się brzydki, jakby jeszcze nieskończony, a już zniszczony. Bo co za rozkosz konsumpcji czegokolwiek w tawernie urządzonej niezwykle przyjemnie, kiedy nad nią wznosi się piętro domu w stanie, nazwijmy to surowym otwartym? Na szczęście pobyt w tym największym mieście Krety ograniczył się do lotniska i transferu do hotelu. Potem droga do hotelu, piękne skaliste wybrzeże, a nad nim wiszą fabryki... Wtedy sobie pomyślałam, to ma być ta cudowna Kreta???
I nareszcie hotel, niezwykle malownicze miejsce, pięknie położony, bo nad samym morzem, mnóstwo niewielkich budynków połączonych ze sobą, przepiękna roślinność, urocze zakamarki pełne kwietnych kompozycji i niestety pustych już donic ceramicznych, bo niestety, koniec września to już i koniec okresu wegetacyjnego... Pozostało mi tylko wyobrazić sobie, jak pięknie musiało tam być w środku lata. Same pokoje skromne ale my nigdy nie oczekujemy zbyt wiele w tej kwestii, bo nie zamierzamy urlopu w nich spędzać. Jedzenie raczej monotonne, następnym razem zrezygnujemy z opcji wyżywienia, bo ten mój grubasek pędzi potem z każdej wycieczki na godzinę wydawania posiłków :)))

Ponieważ dotarliśmy tutaj dopiero wieczorem, wypili kilka drinków w hotelowym barze i zasnęliśmy w naszym pokoiku bardzo szybko, co zresztą miało miejsce w każdy kolejny wieczór :) Na brak snu narzekać nie mogę :)
Pierwszego dnia leżakowaliśmy a potem wybraliśmy się na wieczorny spacer plażą do sąsiedniej miejscowości, bo w tej naszej niewiele się działo. Silny wiatr nam towarzyszący, mrok, błyski gdzieś na horyzoncie i cypelek, który z dala wyglądał tak jakby góra wyrastała po prostu z morza... Straszno mi było, dobrze że sama się na tę wyprawę nie wybrałam. Mieliśmy nadzieję na ładną kolacyjkę w przytulnej tawerence, których nie brakowało, tylko, że po dojściu tam miałam ochotę jedynie na szklankę świeżego soku. I powrót do łóżeczka. Tak więc chłopisko moje swój głód zaspokoiło małym gyroskiem i poczuło się zadowolone, mogliśmy wracać. Do niewielkiego rachunku podano nam po "30" ouzo (bardzo miły gest, w Polsce na taki bym nie liczyła), czyli grecką wódkę o smaku anyżkowym. Tak więc chluśniem, bo uśniem i wrócilismy do hotelu.
Piątek zwyczajnie przeleżeliśmy ponieważ prognozy nie były najlepsze (i sprawdziły się) i nie wiedzieliśmy ile jeszcze słońca Kreta nam podaruje w ciągu naszego krótkiego pobytu.
W sobotę wsiedliśmy do ciuchci i ze staruszkami pomknęliśmy nad jedyne na Krecie jezioro słodkowodne i wtedy właśnie zakochałam się w Krecie na amen!!!



Legenda głosi, że kiedyś w miejscu jeziora Kournas istniała osada, której mieszkańcy żyli w grzechu. Bóg zesłał więc ulewne deszcze aby ukarać grzeszników. Miasteczko zostało zatopione a w jego miejsce powstało jezioro. Zginęli wszyscy z wyjątkiem pięknej córki pastora, którą Bóg ocalił ze względu na jej urodę i czystość. Opiekuje się ona teraz wszystkimi zwierzętami zamieszkującymi wody jeziora - żółwiami, złotymi rybkami i co tam jeszcze pływa, a czasami można ją spotkać myjącą swe piękne złote włosy... ;) Oczywiście był to wstęp zachęcający do wypożyczenia rowerów wodnych, dzięki którym można podziwiać bogactwo tego zakątka... Ale jak takiego pojazdu nie wypożyczyć, kiedy ma się przed oczyma wizję rybek, zółwi i innych żyjątek pływających w tej lazurowej wodzie? Oczywiście nic nie udało mi się zoczyć ale trochę sportu przynajmniej zażyliśmy :)
C.D.N.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails