poniedziałek, 28 listopada 2016

Łazienki w stylu retro



Weź zrozum babę... Jak się tak na spokojnie zastanowić, to myślę, że nie byłoby w tym zbytniej przesady, gdybym zeznała, że bez zająknięcia, mogłabym uskuteczniać przeprowadzki z częstotliwością co trzy do pięciu lat... Nie wiem jak znosiliby to pozostali członkowie rodziny, ja sama pewnie bym straciła wszystkie włosy z głowy ale czułabym się zapewne znakomicie kończąc każdy kolejny remont :))) I tu mi się same nasuwają takie zapytania, dlaczego? Dlaczego przy tym moim zamiłowaniu do zmian, w trakcie urządzania mieszkania tak dużą wagę przywiązuję do materiałów, artykułów wyposażenia, głównie tych tak zwanych trwałych ale także tych mniej? Dlaczego tak bardzo mi zależy, by podłoga była z litego drewna, kuchnia podobnież, dlaczego baterie renomowanych firm choć podobne w markecie można dostać za jedną trzecią ceny? Dlaczego chętniej wybieram meble drewniane, które w moim odczuciu są trwalsze?  Bo przecież przy takim zamiłowaniu do zmian we wnętrzach czy nie lepiej byłoby wybierać właśnie te tańsze materiały, meble i wszystkie inne elementy wyposażenia? Zniszczą się, to się wymieni, będzie znowu inaczej, znowu coś się zacznie dziać, pojawi się coś nowego, ciekawego, ładnego i może również niezbyt trwałego, ale tym się przejmować nie należy, bo za kilka lat wymieni się i to. Bo przecież moda się zmienia, zmieniają się też gusta i zapewne za tych kilka lat już całkiem o czymś innym będę marzyć.
Wiem też jednak, że mimo wszystko ani za te pięć, ani tym bardziej za te trzy lata, pieniądze na remont się nie znajdą. A jak się by nawet i znalazły, to chyba wolałabym spakować tę familię w walizek kilka i wyruszyć gdzieś w świat, by coś więcej poza własnym podwórkiem zobaczyć... Właśnie dlatego chyba wolę raz a dobrze. A Wy?





Nasza dolna łazienka jest taka malutka i taka fajna, że naprawdę już niewiele trzeba, dywanik, ręczniki w nowym kolorze i proszę jaki efekt...






Wygląda na to, że po ostatniej paczce od kuriera już tylko pokój Szymona pozostaje strefą wolną od różu...








Ta rachityczna araukaria, przeprowadziła się razem z nami. Już dwa lata wytrzymuje moje zarządzanie roślinnością i się zdecydować nie może: być czy nie być - co wypuści coś nowego od góry, to od dołu traci, Wasze też tak mają?


sobota, 26 listopada 2016

Szczypta magii w naszej sypialni

Nasza sypialnia coraz piękniejsza. Rzućcie okiem...










Łóżko Nordli IKEA
Zasłony białe i szare Vivan IKEA
Pozostałe tekstylia: H&M Home



Sypialnia jest niewielka - ok. 11 m2. Zdecydowaliśmy się na łóżko o szerokości 160 cm, a szafa Pax ma drzwi na zawiasach (niestety wybór frontów przesuwnych w IKEA nie jest zbyt imponujący - myślę, że zdecydowanie powinni pomyśleć nad czymś ciekawszym), w związku z czym nie ma możliwości, by w przyszłości stanęły tu szafki nocne lub jakiekolwiek ich zastępniki. Brak szafek nocnych wiąże się z kolei z chwilowym brakiem dodatkowego oświetlenia. Znalazłam już na to sposób, więc następnym moim zakupem do sypialni stanowczo powinny być lampy na wysięgniku, ale takie, które można podłączyć do kontaktu zwyczajnie. Niestety do końca nie byłam pewna jakie będzie ustawienie mebli, więc nie zdecydowałam się na wyprowadzenie odpowiednich przyłączy nad łóżko... Znalazłam już pierwsze kandydatki w całkiem możliwych cenach...



1. wersja droższa, bardziej pożądana ze względu na większą możliwość regulacji: kinkiet Dazzle
2. wersja bardziej ekonomiczna: kinkiet Ranarp IKEA













czwartek, 24 listopada 2016

Coś miłego...



Podkradłam tę metodę na chandrę od szwagierki. Gdy mi tak dziwnie jakoś, bez żadnego wyraźnego powodu, po prostu ot tak, otwieram witrynę jednego z ulubionych sklepów z wyposażeniem wnętrz, pierwszego jak leci ( w wydaniu szwagierki jest to sklep z obuwiem oczywiście) i szaleję, i wrzucam do koszyka wszystko to, co chcę mieć, wszyściutko, bez żadnych ograniczeń. Cena nie gra roli - podoba się: wrzucam, piękne, śliczne, zagraniczne: wrzucam, przyda się: wrzucam, koniecznie tego potrzebuję: wrzucam. I gdy już tak poszaleję sobie, ponapodziwiam i ponawrzucam, podglądam ten swój koszyk, zerkam dyskretnie, ile te moje marzenia kosztują i ... opuszczam klapę laptopa ostentacyjnie. To taki swego rodzaju internetowy window shopping można by rzec :))) Portfel bez uszczerbku i jeszcze nogi nie bolą... Gorzej, gdy się okaże, że sklep, w którym te swoje zakupy na niby chce się poczynić, właśnie przygotował oferty promocyjne, z których nie można nie skorzystać... Hmmm... kurier był. Przytargał był różu co nieco i srebra odrobinkę... Coś na co dzień i coś od święta. Pokażę Wam...







niedziela, 20 listopada 2016

O urządzaniu mieszkania słów kilka...

Bardzo żałuję, że nie piszę nowych postów częściej. Urządzamy nasze nowe wnętrza pomalutku, krok po kroku ale jakoś jeszcze żadne z nich nie jest skończone na tyle, by można było wejść i odetchnąć, i pomyśleć sobie w duchu, tak to jest właśnie to, czego chciałam i mam. Niby co miesiąc, z każdym kolejnym napływem gotówki czegoś nam przybywa ale wygląda na to, że brak tu jakiegoś sensownego planu. Tu jakiś dywanik, tu lampka, tam kwiatuszek. A czy nie prościej byłoby sobie postanowić - w tym miesiącu sypialnię urządzamy??? Łóżko, trochę tekstyliów, lampki i będzie wspaniale. Ale nie, ja kupię dywanik do łazienki, lampy do kuchni a do sypialni łóżko jedynie. I tym sposobem w łazience jest dywanik ale nie ma lamp, lampy są w kuchni ale nie ma tam okapu no a sypialnia? Jest łóżko i jest szafa, i nic poza tym... Obiecuję sobie co miesiąc, podejść do tego urządzania w sposób bardziej kompleksowy, to jest mam na myśli z podziałem na pomieszczenia poszczególne ale co rusz, to jakaś promocja, na którą daję się skusić i moje plany wiecznie biorą w łeb. Bo jak promocja jest na garnki, to lecę kupić mój wymarzony, choć z sufitów wciąż zwieszają się surowe oprawki techniczne... Zbliża się grudzień, więc jak siebie znam, znów się dekoracji nakupi, a bardziej potrzebne rzeczy, będą musiały poczekać. 



Nasza jadalnia - to wiąż tylko meble ogrodowe - nie wyglądają źle, gdy zasłonić stół obrusem to się robi po prostu jadalnia w stylu cottage :)))




Uwielbiam jednak to nasze nowe mieszkanie nawet takie nie do końca urządzone. Co ja bym zresztą poczęła ze sobą, gdyby już wszystko było gotowe? Chyba nowego mieszkania zaczęłabym szukać :)

sobota, 29 października 2016

Jesień


I przyszła. Chłodna i mokra taka, że się od razu po ciepłe kapcie i miękkie koce sięga, gorącej herbaty więcej jakoś spija i aromatyczne świece częściej zapala. Na ogródku zabawki porzucone, pozostawione same sobie, jakby na chwilę tylko, a jak się nie weźmie i choć jeden trochę pogodniejszy dzień nie trafi tej jesieni, to nie wiem, kto chętny będzie nosa wyściubić i cały ten sezon wiosenno - letni poskładać i do szopy schować... Bo ja na ten przykład, chętna nie będę wcale. Deszczowe dni, uważam po to są, by sobie człowiek mógł bez skrępowania żadnego w kokonie z koca spędzić całe popołudnie, czy to z nosem w książce czy to w telewizorni. Ale już taki Szymon uważa, że dni deszczowe po to są, by w nogę zamiast w ogródku, pograć w domu. Nie widzi ku temu żadnych przeszkód. Wykombinował sobie należyty ekwipunek do tego sportu domowego a mianowicie piłkę pluszową i matka ganiać musi z jednego końca pokoju do drugiego (szczęśliwie nie jest to zatrważająca odległość) zastanawiając się jaki jest klucz tego gagatka do uznania bądź nie poszczególnych moich bramek... Czy on mi zalicza tylko te strzelone lewą nogą może...
Jeszcze tylko z dyni zrobię lampiony i zamykam oficjalnie sezon tarasowy. Choć nie wykluczam, że się jeszcze jakieś cieplejsze popołudnie trafi i się wtedy przy ognisku dobrze zawinę w pled i aromatyczną jakąś herbatę, może z prądem, wypiję.












LinkWithin

Related Posts with Thumbnails