środa, 23 marca 2016

Superstar

Taaa, jakiś czas temu wpadłam na pomysł, żeby swój stary i mocno już wyeksploatowany stół nieco odmienić. Czemuż by na blacie nie zmalować szachownicy? Mogłoby być ciekawie, retro i, jako że moda na wszelakie wzory geometryczne wciąż trwa, mogłoby być nawet modnie... Ale że stół to całkiem spory kawał blatu, postanowiłam spróbować swych sił najpierw na małym stoliku dziecięcym. Zanim jednak zabrałam się do tej roboty zapał mój ostygł znacznie, bo też spodziewałam się, że efekty mogą być marne. Postanowiłam więc zacząć od czegoś mniej skomplikowanego. 



I słuszna to była decyzja. Pierwszym błędem jaki popełniłam, był zakup farby białej. W towarzystwie dwóch pędraków, z których jeden koniecznie chciał oglądać kurczaczkowo zajęczą wystawkę w  drugim końcu sklepu, a drugi kolorowe gazetki nieopodal tego pierwszego, zupełnie zapomniałam, że są jeszcze inne białe farby niż akrylowe i chwyciłam pierwszą z brzegu, szczęśliwie do drewna. Malowało się dziwnie ale niczego jeszcze nie podejrzewając kontynuowałam swoje poczynania. Jakie jednak było moje zdziwienie, gdy po zakończonej pracy zanurzyłam sprzęt w wodzie?! Wszystko łącznie z łapami utytłane w bieli i nie puszcza nic a nic. Oczywiście rozpuszczalnika żadnego. Zeskrobałam druciakiem z łapsk a sprzęcik przeznaczyłam na straty. I oczywiście spełniły się moje obawy, powierzchnia pomalowana błyszczy jak psu klejnoty (za przeproszeniem)... I oczywiście zapomnij babo, żeby sobie cokolwiek po takiej powierzchni malować. Uparłam się jednak, środek stolika starłam papierem ściernym i jakoś się ta gwiazdka trzyma. Szara farba dostała się jednak pod taśmę malarską, więc efekt pozostawia wiele do życzenia. Co tam, kiedyś się wezmę i poprawię to.






poniedziałek, 21 marca 2016

Mieszkanie na sprzedaż czyli wielkie zamieszanie

Umieszczenie ogłoszenia na jakimkolwiek portalu nieruchomościowym potrafi sporo zamieszania wprowadzić w spokojne życie spokojnych całkiem ludzi. Telefon zaczyna się urywać ale niestety nie z powodu zainteresowania szerokiego wśród rzeszy poznaniaków pragnących stać się nowymi właścicielami naszych skromnych kątów, a od rzeszy pośredników, którzy chcieliby co nie co uszczknąć z ceny transakcyjnej dla siebie. Czasem którego wpuszczę do domu, czasem zrobi który parę zdjęć, jeden zdołał nawet przyprowadzić potencjalnego nabywcę ale ruch w interesie niewielki. Za to meble kolejny raz poszły w ruch. Trwa wielkie oczyszczanie i przedmioty, które nie są nam niezbędne w codziennym rozgardiaszu wyjeżdżają już na nowe włości sprawiając, że stare stają się coraz bardziej puste i nudne ale za to może bardziej przestrzenne...


A to nowe mieszkanie choć jeszcze puste zupełnie, kurczy mi się wciąż, ilekroć próbuję obmyślić jakiś plan zajęcia przestrzeni. I już wiem, że na tak niewielkim metrażu za cenę złota będzie każdy schowek, skrytka, szafa czy szufladka... Każdy pojemnik, worek, kosz i koszyczek, każda półka, półeczka wieszak i wieszaczek...

piątek, 18 marca 2016

Czekoladki dla sąsiadki

Cierpię ostatnio na pewien nadmiar czekolady... Cierpienie to nie jest bynajmniej związane z byciem honorowym dawcą krwi niestety. Obawiam się, że w moim przypadku bycie takowym skończyłoby się na tym, że to mnie tę krew trzeba by darować. Ciągle jednak Leniwca namawiam, by się ofiarował swoją osobą, niech mu krwi trochę spuszczą, a nuż złagodnieje nieco i podwójna korzyść z tego wyniknie...
 

W każdym razie czekoladowych dekoracji Ci u nas dostatek, poupychanych w szafkach, których zda się ciągle być za mało i czas, by wreszcie coś z nimi zrobić. Nie będę przecież trzymać ich miesiące kolejne i przeprowadzać może jeszcze... A że ostatnio moda przyszła na czekoladki własnoręcznie wykonane, a ja foremki jakieś mam i drewniane patyczki też, a jakże, dlaczegóż bym miała nie ulec i nie zrobić, skoro to takie proste. Zrobiłam więc, pyszniutkie, z żurawiną.




Coś jednak poszło nie tak, bo czekoladki matowe są. Gdybym miała prowadzić bloga kulinarnego, to chyba takiego, gdzie pokazywałabym, co może pójść nie tak, gdy próbujesz zrealizować przepis z serii wychodzizawszeikażdemu...

niedziela, 13 marca 2016

Jest jest jest!!!

Dębowa, lita, piękna szeroka deska! Czasami marzenia się spełniają jednak... O takiej podłodze marzyłam odkąd deska barlinecka, której użytkownikiem jestem teraz, okazała się nie być najlepszym rozwiązaniem. Z pewnością piękniejsza od zwykłych paneli, bo jednak  jest to skądinąd drewno lecz mimo wszystko miękkie: rysuje się baaardzo łatwo - po parapetówie pozostały ślady jednego z gości, znajomej, która postanowiła cały wieczór spędzić w jednym tylko miejscu i spędzając go przez cały czas nerwowo odciskała wzór swoich obcasów wokół tego miejsca właśnie :)))


Decyzji w sprawie barwy podłogi nie mogłam podjąć wcale. Dostałam próbek kilka i w zasadzie wszystkie podobały mi się bardzo, a żadna bardziej od pozostałych. Ostatecznie więc zdałam się tym razem na Leniwca. Leniwiec spojrzał na te nieszczęsne próbki, wskazał jedną i tyle. Dla niektórych niektóre sprawy to jednak błahe są i dwóch spojrzeń nie warte... Więc poszłam na to, zamówiliśmy deskę szczotkowaną, lekko bieloną. Takie szczotkowanie pięknie podkreśla usłojenie i dodatkowo usuwa miękkie przyrosty, dzięki czemu taka podłoga jest zwyczajnie twardsza, ale ja na to poszłam z całkiem innego powodu. Ja po prostu uwielbiam przestawiać meble, a że nie lubię z tym czekać, aż Leniwiec się weźmie zwlecze i mi pomoże, najczęściej sama przesuwam i jeżdżę tymi meblami w te i we wte. Na szczotkowanej podłodze nie powinno być widać skutków ewentualnych tych przemeblowań, to jest oczywiście rys :)))



Łazienki gotowe na tyle, że można z nich korzystać, choć aktualnie do górnej dostać się nie możemy z braku schodów bądź choćby drabiny, podłogi są, ściany pomalowane, choć nie wszystkie, ale ja w każdym razie spakowałam termos z herbatą i dzieciarnię do samochodu, i pojechaliśmy się nacieszyć nowym...




Zdjęcia fatalne, wiem, obiecuję poprawę!

środa, 2 marca 2016

Straszne to...

Człowiek tak smęci i zamartwia się swoimi problemami malutkimi i problemikami codziennymi, głowi się nad sprawami ważkimi w jego mniemaniu a w istocie znaczenie mającymi niewielkie. Bo co to za sprawa, kominka nie mieć, kiedy ktoś inny w jedną noc traci wszystko co miał? Traci nie tylko dobytek swój ale również dwójkę swoich dzieci. Bo czy to takie ważne czy pan majster klepka skończy swoją robotę do czwartku, czy do piątku, gdy rozważysz, że ktoś w jedną feralną noc zmierzyć się musi z tak wielką rodzinną tragedią? Bo co to też mi za wielka rzecz: dylemat jakiego koloru deskę podłogową wybrać, gdy przez pożar czyjeś dziecko walczyć musi o życie i zdrowie...
Ja nie mówię, że od dziś przestaję marudzić i smęcić, bo to zbytnio leży w mojej naturze i to jakbym się miała wyrzec sporej części siebie, ale chciałabym też w tym wszystkim pamiętać, że są rzeczy ważniejsze niż ważne i wyciągnąć pomocną dłoń w kierunku tych, którzy tej dłoni potrzebują...



niedziela, 28 lutego 2016

Wanna wolnostojąca?

Jak ją do małej łazienki upchnąć? Ścierą trzeba będzie dookoła niej latać! Miejsca na szampony i inne przydatne akcesoria łazienkowe nie ma taka wanna wcale! I te ceny!!! Same wanny kosztują niemało, a jeszcze armatura podłogowa to już jakieś szaleństwo... Tyle argumentów na nie, a jednak po długaśnym męczeniu się z podjęciem ostatecznej decyzji wybrałam właśnie taką. Dlaczego?


Po pierwsze, wymiary wanny wolnostojącej są właściwie takie same, jak wanny najzwyklejszej, która miałaby tu być. Skoro więc wanna zabudowana się mieści, czemu by się ta nie miała zmieścić. Fakt, wanna wolnostojąca jest wyższa od tych standardowych, więc dzieciom pewnie wgramolić się będzie trudniej...


Po drugie, z pewnością bez problemu można się teraz zaopatrzyć w jakąś zawieszaną na brzegu wanny półkę, w którą się ten szampon i mydło wciśnie.
Po trzecie cena. Nie ulega wątpliwości, że jest to rozwiązanie droższe. Czy dużo droższe? Dzięki przysunięciu wanny do ściany (co i tak było konieczne, biorąc pod uwagę wielkość łazienki), uniknęłam konieczności zakupu armatury podłogowej, więc tu akurat koszty nie wzrosły. A sama wanna? Taką wannę jak nasza, Marmite Rosalie (z syfonem i korkiem) można kupić w sieci za 2500zł. Doliczyć trzeba koszty przesyłki czyli pewnie ze 150 zł. Ceny najzwyklejszych wanien są różne, a niektóre to pewnie nawet droższe są niż ta prezentowana przeze mnie. Ile by nie kosztowała, doliczyć do niej trzeba cenę syfonu, korka i koszt zabudowy wanny, dodatkowego metra kwadratowego płytek ściennych... Po podsumowaniu może się okazać, że różnica w cenie nie jest aż tak duża, jakby się wydawało...


No ale ścierą trzeba będzie się namachać więcej, bez dwóch zdań...

piątek, 19 lutego 2016

Trochę żal

Jednym z efektów, gdy nagle  dowiadujesz się, że bank ocenił Cię jako niezdolnego do zaciągnięcia kredytu (kolejnego) jest ten, że nagle koniecznym staje się znaczne ograniczenie swoich wnętrzarskich wydatków. Wiąże się to oczywiście z rezygnacją z mniejszej czy większej ilości rzeczy, które chciałoby się ale nie można. Pozostaje powzdychać. Więc wzdycham do piecyków wolnostojących, w bielach bielszych i tych trochę mniej, za to wszystkich bardzo retro. Moim faworytem jest oczywiście model nr 4! Zarówno ze względu na piękny wygląd jak i cenę. Żeby go mieć, muszę najpierw zdobyć fundusze także i na komin... A zanim znajdą się fundusze na komin muszą się jeszcze znaleźć na schody, kuchnię, drzwi... 

1. Dovre 750 GM
2. Godin Carvin
3. Invicta Seville
4. Invicta Bradford
5. Jotul f 500
6. Seguin Saphir

środa, 17 lutego 2016

Wodopój

Najczęściej, gdy mam ręce uwalone w ziemi, bo postanowiłam poprzesadzać sobie kwiatki albo w mące, bo akurat biorę się za naleśniki, albo w pianie, bo ręczne pranie uskuteczniam lub najzwyczajniej w świecie biorę prysznic, najczęściej właśnie wtedy słyszę to terrorystycznie wręcz brzmiące mamooo piiiiić! Jak w kuchni sterczę, naczynia myję czy tam sprzątam, to się nikomu pić nie chce ale niech no tylko usiądę, spocznę na kanapie czy do łazienki się udam, naraz wszyscy spragnieni... Poszczęściło mi się jednak ostatnio. Wybrałam się do sklepu po kieckę jakąś, a wróciłam bez kiecki ale za to z tym słojem! Ja już go na co drugim blogu widziałam i za każdym razem myślałam, jaka to byłaby wygoda mieć taki gadżet, może usłyszałabym przeszywające mamooo piiiiić o jeden raz mniej albo dwa, albo trzy... I na tarasie też by się nadał, mniej by się łazikowało w te i we wte, żeby szklanki napełniać...
I spełniło się. I potwierdzam. Takie słoje musiały powstać z myślą o tych, których dzieciaki wyczucie czasu mają, jak moje, na poziomie równym zero ;)




niedziela, 14 lutego 2016

Malowanie konsoli

Konsola pomalowana, ustawiona w miejscu docelowym, umywalka wraz z baterią zamontowane. Syfon ostatecznie pozostał plastikowy ale jak się zbytnio człowiek nie przygląda to się w oczy nie rzuca. Zadowolona jestem. Całość wygląda dokładnie tak, jak to sobie wymyśliłam, bardzo retro i niedużym kosztem. Można? Można.


Malowałam szarą farbą  Dulux, zimowa cisza. Nie mam zbyt dużego doświadczenia w kwestii pokrywania mebli jakimikolwiek powłokami inszymi niż białe, ale uważam, że krycie jest dobre. Nawet po pierwszej warstwie, sama zastosowałam dwie. Papier ścierny drobny, owszem zakupiłam ale nie używałam go zbytnio. Lekko przetarłam przed nałożeniem farby. Malowałam niewielkim wałkiem proste powierzchnie, natomiast do pokrycia trudniej dostępnych miejsc, jak dekory wszelakie, używam zwykłej gąbki do mycia naczyń. Na koniec, gdy już pomalowane powierzchnie były suche, wtarłam w nie wosk Starwax naturalny i po godzinie (nie miałam cierpliwości już dłużej czekać), wypolerowałam najzwyklejszą szmatką z biedronki. Miałam nawet chęć zakupić do tego celu bawełniane pakuły ale wydać kilkadziesiąt złotówek, żeby cztery nogi i cztery deski wypolerować wydało mi się bezsensowne. Wosk nadał delikatny satynowy połysk i ma chronić drewno przed działaniem wody. Montaż umywalki pozostawiłam w rękach panów fachowców. Żeby to zrobić panowie musieli wyciąć dwa otwory z tyłu, a to z powodu konstrukcji oddolnej umywalki.





Podsumowując koszty:

1. Umywalka IKEA wraz z korkiem i syfonem 300zł
2. Konsolka + koszty przesyłki 370zł
3. Farba, wosk, papier ścierny i mały wałek ok. 90zł

Farby i wosku jeszcze zostało i mnie kusi, żeby zużyć pozostałą ilość i już chyba wiem nawet na co :)))

piątek, 12 lutego 2016

Łazienkowy (prawie) finisz

Piszę z dziwacznego urządzenia, które się do pisania postów nie nadaje wcale, więc się dziś rozpisywać nie będę. Laptopa bowiem oddałam w ręce kolegi, który to stwierdził, że moje problemy z komputerem spowodowane są nie wirusem a jakimś robakiem i, że to jakby grypę mylić z przeziębieniem... hmm. Ja się tam nie znam na tym nic a nic, jakby tego nie nazwał, uciążliwe to okrutnie.
Łazienkowy raport w postaci zdjęć, wybaczcie ich jakość ale dysponuję obecnie jedynie aparatem wbudowanym w te smarfonowe ustrojstwo.





Jeszcze parę drobiazgów zostało ale muszę przyznać, że Panowie fachowcy spisali się na medal!




Wybaczcie kurz tu i ówdzie. Nie miałam ściery żadnej pod ręką. Trochę na raty pisany ten post :)

poniedziałek, 8 lutego 2016

Nie samym remontem człowiek żyje...

Wirus opanował naszego laptopa, złośliwe to takie, reklamy wyskakują na pół ekranu, przekierowania ciągle jakieś na strony co najmniej podejrzane, przeglądanie stron internetowych stało się drogą przez mękę jakąś. Próbowałam już krok po kroku według wskazówek znalezionych w sieci ale nic nie pomaga. Szczęściem po zalogowaniu na stronę bezpieczną wirus daje odetchnąć, więc po zamknięciu kilku witryn, na które zostałam przekierowana zanim się zalogowałam jestem tu. Odetchnąć nie tylko od wirusa ale i od tych łazienek moich, na które pomysłów już mi zaczyna brakować a podjęcie decyzji, jaki kolor powinny mieć ściany - odłożę jednak w czasie.





Czy wiecie jakie zabawki lubię kupować dzieciom najbardziej? Drewniane? Owszem też, ale przede wszystkim takie, które nie potrzebują baterii. Czy macie pojęcie ile baterii jest potrzebne, żeby zasilić te wszystkie szczekające pieski, zdalnie sterowane samochodziki i elektryczne gitary? Mamy takie wesoło grające instrumenty, chodząco - straszące dinozaury, które upycham w naszej pękającej w szwach skrzyni. Nie, zdecydowanie wolę drewniane samochodziki, bo nie odpadają od nich kółka (w przeciwieństwie do "resoraków") i pluszaki, które można przytulić i zabrać do łóżka od tych piesków bobby które reagują na gwizdki, Mikołaju, co to za pomysł był szalony, ileż można tego wygwizdywania słuchać???
A dzieci? Dzieci uwielbiają właśnie te elektryczne cuda, cieszą się nimi jak szalone ale bawią krótko. Bo jednak klocki zajmują ich na dłużej, a do gry planszowej namówić można też rodziców...

poniedziałek, 1 lutego 2016

Wykańczam się...

Pierwotny nasz plan był taki, że mieszkanie, w którym mieszkamy teraz, zostanie sprzedane. Jak jednak zasady są po to, by je łamać, tak plany są od tego by je zmieniać, mieszkanie miało zostać, zarabiać na odsetki kredytowe a my mieliśmy być booogaci... Bank jednak nam nasze zmienione plany jeszcze pokrzyżował stwierdzając, że my nie dość bogaci, żeby móc być jeszcze booogatsi. Żebyśmy my dla banku byli dość bogaci, to my byśmy się musieli najpierw stać bogatsi (czytaj: dochody z wynajmu osiągać ale takie udokumentowane rzecz jasna), a dopiero potem po kredyt przyjść. Tylko my mieszkania nie możemy wynająć, jak tamto nowe jeszcze nie gotowe, a tamto nie będzie gotowe, bo bankowych pieniędzy niet. I tak się koło zamyka, tajemny krąg, nijak się z niego wydostać nie można. Bank nas jednak tak całkiem z palcem w nocniku nie zostawił, co to to nie. Alternatywę jakąś tam nam przedstawił. A mianowicie, zamiast 3% kredytu hipotecznego, możemy, a dlaczegóż by nie, wziąć 9% kredyt gotówkowy. Bo my nie jesteśmy dość bogaci, by 300zł płacić ale na 900zł nas stać, takich mają analityków te nasze banki!


Ponieważ mi tak pod górkę ze wszystkim, i z tymi fachowcami łazienkowymi, i z tymi bankami, ja już nie czekam na finito tylko pokazuję co jest, bo nie wiadomo, kiedy coś więcej będzie...


Między kabiną a zabudową stelaża WC powstała szczelina, nie miało tak być, ale mi ekipa zaczęła roboty jakem się w podróż służbową do Elbląga wybrała i sobie wymyślili, że tak będzie lepiej... się sprzątało. Hmm, ja wiem... jakby szczeliny nie było, to może nie byłoby co tam sprzątać... A te liczniki po prawej: zabudowane będą. Zachodzę w głowę, jaki projektant to wymyślił, żeby takie ustrojstwo tak zupełnie na widoku zostawić.




I co myślicie, mój ślubny twierdzi, że zupełnie jak w miejskim szalecie. Ja tam do takich szaletów mogłabym chodzić ;)

niedziela, 24 stycznia 2016

Łazienkowych zmagań ciąg dalszy

Obiecuję sobie i obiecuję pisać częściej, coś więcej wykrzesać z siebie i przynajmniej dwa razy w tygodniu odezwać się i co? Miesiąc niemalże upływa od ostatniego wpisu i nic. Wydawało się, że czasu mieć będę trochę więcej bo dzieciarnię spakowałam i do babci na zimowe ferie wywiozłam. Ale tu się tyle zaległych spraw i całkiem nowych pojawiło związanych z formalnym przejęciem nowego lokalu, że się ogarnąć zupełnie nie mogę w tych prawnych dziwacznych sprawach. I jeszcze walki z łazienkami przeciągają się w nieskończoność. Piękne heksagonale płytki z Equipe, które wybrałam i które zdążyłam już pokazać, okazały się niemożliwe do wykorzystania. Reklamacja została należycie załatwiona przez sklep internetowy ale same roboty się przeciągnęły w czasie. Zniechęcona perspektywą oczekiwania kolejnych czterech tygodni na przesyłkę nowej partii płytek, które to ze względu na przypadający okres tysiąca świąt pewnie przedłużyłyby się jeszcze do pięciu, sześciu, wybrałam płytki inne, wkrótce pewnie pokażę jakie. Ale nim podjęłam tę decyzję i nowa dostawa dotarła do mych drzwi, ekipa fachowców mi się zawinęła do innego zlecenia i odzyskałam ich dopiero tydzień temu...
Udało mi się za to zamówić konsolkę pod umywalkę do łazienki górnej. Stolarza znalazłam na Allegro. Szukając... nóg do stołu. Przez chwilę miałam taki zamysł, by zamówić same nogi i samej skonstruować konsolkę (czuję, jakby to się mogło skończyć...). Na szczęście okazało się, że sprzedawca tychże nóg, wykonuje też i mebelki i zrealizował moje zamówienie. Jakoś wydawał się bardziej wiarygodny niż jego niedoszły poprzednik.


Oto i ona, w całej okazałości, wyjęta prosto z pudła, w którym przyjechała z Nowej Soli, jeszcze w rajtuzach ;) Ja ją widzę w szarościach, z pięknym ceramicznym uchwytem, na którego poszukiwanie z miłą ochotą się wybiorę. Zdecydowanie uważam, iż do takiej konsoli lepiej pasuje umywalka szersza, taka osiemdziesięciocentymetrowa, jednak miałam pewne uzasadnione obawy, że w naszej łazience takowa się nie zmieści, więc pozostałam przy tej mniejszej. 
Wybaczcie okoliczności tego zdjęcia, ale tak to na budowie właśnie wygląda, tu pudło, tam jakaś muszla w tle, beton i niewykończone ściany.

P.S. Bardzo się jednak myliłam myśląc, że z chwilą, gdy konsola się pojawi, wszystko pójdzie już jak z płatka. Okazuje się, że wybór umywalki z IKEA nie był dobrym wyborem, a to częściowo wina moja, bo się nie znam na tym i może trzeba było architekta do tej roboty brać czy coś ale też za sprawą pracownika IKEA, który znać się na tym powinien. Unikalność umywalek szwedzkiego sklepu polega między innymi na tym, że mają unikalnie zaprojektowane syfony, które zajmują niewiele miejsca w szafce umywalkowej, co się ceni. Przed zakupem zapytałam jednak w sklepie czy do tej umywalki pasować będą syfony innych firm ponieważ ja chcę tę umywalkę zainstalować na konsoli miast gotowy zestaw nabyć, a że wówczas syfon będzie widoczny, musi być elegancki, metalowy, chromowany mosiężny czy jaki tam porządny się znajdzie. Otrzymałam odpowiedź twierdzącą, więc niewiele się zastanawiając ochoczo powędrowałam do kas i już o tym nie myślałam więcej do czasu, gdy dotarła konsola i przyszło do poszukiwania rzeczonego syfonu. Otóż nie tylko syfon jest unikalnie zaprojektowany ale też i przelew tej umywalki... Nie jest on zatopiony w ceramice jak ma to miejsce w innych (a przynajmniej w tej, którą posiadam aktualnie), gdzie wystarczy wybór odpowiedniego korka (z otworem przelewowym), a przypomina bardziej przelewy w zlewozmywakach, gdzie najzwyczajniej od otworu przelewowego to syfonu ciągnie się uroczy wężyk... plastikowy, a jakże. Zupełnie bez znaczenia, gdy to wszystko ukryte jest za szufladą lecz zupełnie niedorzeczne w moim przypadku. Gdybym zorientowała się wcześniej byłabym zamieniła umywalkę na inną i po kłopocie ale teraz, gdy zamówiona konsola została wykonana idealnie pod wymiar tej, problem mam niesłychany. Znalazłam jeden jedyny przelew firmy Glasspoint, który wygląda na zdjęciu na nieplastikowy, ale jaki jest w istocie, nie wiadomo i kosztuje, bagatela 150zł (sam przelew)... Chyba więc pozostanę przy plastikowym zestawie z IKEA, może nie będzie tak wystawać strasznie... i straszyć...

czwartek, 31 grudnia 2015

Łazienka górna - pomocy

Sen mi to z oczu spędza, więc pomóżcie proszę, czarne płytki heksagonalne czy jednak szare??? Czy tapeta w romby w łazience się odnajdzie i czy tapeta w łazience to w ogóle dobry pomysł?


Ostatecznie chyba wybiorę płytki w wersji szarej, a żeby nie było zbyt monotonnie konsolka, jeżeli uda mi się znaleźć odpowiednią - będzie czarna... A może i lustro.





1. Tapeta Ferm Living Harlequin
2. Płytki ścienne Paradyż Panello Blanco
3. Wanna Marmite Rosalie
4. Płytki heksagonalne Peronda
5, 6. Bateria umywalkowa i wannowo prysznicowa Tres Retro
7. Kinkiet www.villadecor.pl
8. Konsolka Lawendowy Kredens

niedziela, 20 grudnia 2015

Miałam plan

Miałam taki plan na tańszą, skromniejszą i mniejszą gabarytowo wersję tego co na poniższych zdjęciach (znalezionych na www.pinterest.com):






Mój plan opierał się na zakupie dwóch konkretnie rzeczy: umywalki RÄTTVIKEN  w IKEA


i biurka, dokładnie takiego, przy którym urzęduje teraz Potomka i które to planowałam pomalować na jasny odcień szarości. Myślę, że to bardzo fajnie by wyszło.



Pan sprzedawca okazał się chętny wykonać biurko pod wymiar umywalki pod warunkiem wpłacenia zaliczki, przy czym niestety nie wykazał się już podobną chęcią zabezpieczenia moich interesów w przypadku niewywiązania się z umowy (czyli zwyczajnego, prostego wystawienia aukcji). Tym samym mój plan utknął w martwym punkcie, umywalka już kupiona a konsoli nie będzie, bo jakoś trudno mi zdecydować się na przelew pieniędzy bez żadnego potwierdzenia zawarcia umowy, a nie mogę znaleźć nikogo, kto wykonałby podobne biurko w takiej cenie... i zupełnie nie wiem, jak wybrnąć z tego martwego punktu...
A Wy? Zaryzykowałybyście?

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails