niedziela, 15 stycznia 2017

Za drzwiami

To pierwsze pomieszczenie, które widzą odwiedzający nas goście, a w przypadku listonosza, akwizytora, ankietera czy świadków Jehowy to nawet jedyne, które prawdopodobnie zobaczą, powinno być więc wizytówką mieszkania. U nas niestety daleko mu do tego miana. Pomieszczenie pominięte niestety zupełnie w trakcie urządzania, bo wszystko było ważniejsze: łazienki i kuchnia, i pokoje dziecięce, i wreszcie sypialnia. 

Poza oczywistym faktem bycia mniej lub bardziej udaną wizytówką domu przedpokój pełni też poniekąd funkcję garderoby. Tu kurtki gdzieś muszą się pochować razem z czapkami i szalikami, na buty też się znaleźć musi miejsce. Dobrze, gdy jest lustro, by przed wyjściem zerknąć czy się do tego wyjścia nadaje w ogóle... Czasem taki przedpokój jest też pomieszczeniem gospodarczym. Bo przecież gdzieś trzeba upchnąć ten odkurzacz z mopem i wiadrem do kompletu, a może i deskę do prasowania z żelazkiem. Jednym słowem musi być i estetycznie, i praktycznie, jak dla mnie z zachowaniem tej kolejności, ale w dzisiejszych czasach można te dwa cele spokojnie pogodzić myślę.
Zazdroszczę tym, co w swoich przedpokojach pomieszczą wielkich gabarytów szafę, gdzie się to wszystko, co musi się zmieścić, zwyczajnie mieści. Nasz ma ze dwa metry kwadratowe, szczęśliwie jest tam wnęka, mniej trochę szczęśliwie, że ta wnęka ma ledwie 80 cm szerokości. Ale nic to, pomieszczenie jest wysokie, więc  w obliczu niewielkiego metrażu można, a nawet bym powiedziała, że trzeba, ten fakt wykorzystać. Wspomniana wnęka miała być zabudowana, ale nie będzie. Przyczyn tego jest kilka. Pierwsza to oczywista oczywistość: finanse. Druga - stolarze niechętni temu zleceniu, licho wie czemu. Trzecia - ze względu na ograniczoną powierzchnię wydaje się niegłupim pomysłem zastąpienie drzwi na zawiasach - zasłoną, najlepiej w jakiś miły dla oka wzór, choćby geometryczny. I za tą zasłoną ubrania zawisną na drążkach.
Na buty - koniecznie szafa wąska, płytka ale wysoka - nie muszę chyba tłumaczyć dlaczego? W niewielkich, a za to wysokich pomieszczeniach, co może być lepszym rozwiązaniem niż wąska, a za to wysoka szafa na buty?
Na szaliki, czapki i rękawiczki wybiorę jakieś kosze chyba. Można rzecz jasna upychać w rękawy zdejmowanych okryć, ale to maksymalnie jeden komplet, jak się ma takich kompletów więcej, to może jednak taki kosz się przyda. Rozwiązanie mało praktyczne, niejednokrotnie wiązać się może z koniecznością przerycia całego pojemnika w poszukiwaniu zaginionej rękawiczki, lepiej więc, żeby nie był zbyt głęboki taki kosz...
Lustro to jedna z moich bolączek - po przeanalizowaniu wszelkich możliwości, najlepszym rozwiązaniem będzie zakup lustra wieszanego na drzwi. Szkoda, że nie pomyślałam, by zamówić drzwi z lustrem, byłoby znacznie znaaacznie lepiej.
Jeszcze jakiś plakat czy zdjęcie do tego, kilka wieszaków ładnych i lampa zamiast oprawki technicznej i będzie estetycznie a zarazem praktycznie, z zachowaniem tej właśnie kolejności...

I wreszcie kosztorys:

1. lampa Eglo Carlton 170 - 210 zł
2. szafa IKEA Pax Meraker ok. 610 zł
3. wzorzysta tkanina do uszycia zasłony 50zł + szyna do zasłon - pojęcia nie mam ile może takowa kosztować ale chyba nie fortunę
4. lustro IKEA Garnes 149 zł
5. kosz JYSK Aamund 60 zł
6. drabinka Bekvam 129 zł
7. wieszaki Bloomingville Mr & Mrs 25 zł - 36 zł (cena za zestaw)
8. wieszaki Bloomingville różne wzory 29 zł (cena za sztukę)
9. dowolny plakat (ten akurat z MyScandi: 29 zł) ale jest w sieci tego sporo, niektóre do pobrania za free

Niby wszystko tanie a jak zsumować to się całkiem spora sumka zrobiła...

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Po co komu sypialnia?



Prawda jest taka, że od momentu przeprowadzki każdy ma swoją powierzchnię do spania ściśle określoną. Podział nie może być sprawiedliwy, bo prawda jest też taka, że zależność przeznaczonej powierzchni do spania jest odwrotnie proporcjonalna do masy ciała. Mniejsze stwory mają swoje indywidualnie wyznaczone 90x200, gdy tymczasem starym przypada ledwie 80x200 i to tylko przy założeniu równego rozdziału małżeńskiego łoża. A i to nie zawsze, bo choć stwory już takie małe nie są, to regularnie nad ranem najmłodszy, pod wciąż na nowo wynajdowanym pretekstem, wkręca się w nasze pielesze. Skutkuje to tym, że się ściskamy w trójkę w jednym łóżku, gdy tymczasem inne pozostaje puste. O takim marnotrawstwie nie może być mowy, więc się cichaczem niekiedy wykradam do pokoju młodego i wtedy nawet zyskuję dodatkowe 10x200 wraz z dodatkowym jeszcze bonusem: ciszą niezakłóconą żadnym chrapaniem :))) Taaa, takie nocne przeprowadzki mogą mieć też swoje plusy...

Nasza sypialnia ma też inny wymiar. Wszystkie przedstawienia teatralne, cyrkowe, wszelakie koncerty i jasełka (włączając w to próby do nich) odbywają się nie gdzie indziej. Pod łóżkiem można schować dziesiątki pluszaków ale można też się świetnie schować przed tatą, co to zawsze zbyt wcześnie wzywa do kąpieli. Wieczorne czytanie obowiązkowo tutaj, bo przecież dla wszystkich miejsca starczy, a i nawet jak pięcioletni sąsiad do nas wpadnie czasem, to gdzieżby lepiej się w karty grało, jak nie w sypialni...

Tak się więc zastanawiam czy na pewno były nam potrzebne aż cztery pokoje???













niedziela, 8 stycznia 2017

Poświąteczne sprzątanie


Jodła choć może jeszcze nie całkiem to jednak swą świetność już straciła, a że gmina zadeklarowała odbiór w następnym tygodniu, tośmy się wzięli za jej uprzątnięcie. Tym samym pozostałe dekoracje świąteczne chowamy do pudełek i ukrywamy na dnie szafy, by je za rok niecały znów wyciągnąć. A że zabrakło w grudniu posta z choinki ubierania, to nadganiam i pokazuję jak się zabieramy za jej rozbieranie. Może i trochę mniej to uroczyste zajęcie ale równie przyjemne może być...










Tym samym okres świąteczny dobiegł końca, po wizycie Mikołaja w naszej sypialni kończy swój bieg autostrada donikąd, czasem przypływają tu jakieś wieloryby, wróżki w swoim pokoju urządzają dyskoteki bądź wysłuchują audiobooka na swoim nowym malutkim sprzęcie...









sobota, 31 grudnia 2016

Ta ostatnia noc...



Z racji tej, że jedni dziadkowie co roku skrzętnie korzystają z faktu, iż ich latorośle już nie wymagają opieki, a druga babcia mieszka zbyt daleko, od paru już lat sylwestra spędzamy w domu z dziećmi. Nie zawsze we własnym domu ale zawsze z dziećmi. W tym roku będzie podobnie, z tą tylko różnicą, że z pewnością nie ma co liczyć, że droga  młodzieży uśnie przed północą, a starzy będą mogli zabawić się należycie. Toteż dziś zakończenie roku świętować będziemy w towarzystwie Vadera, wiedźmy, Pippi Pończoszanki i... księdza (Leniwiec twierdzi, że w każdej historii musi być jakiś ksiądz, przecież nie żyliby tak długo i szczęśliwie bez zaślubin odpowiednich). Pozostanie dla nas tajemnicą aż do wieczora kim będą pozostali goście...

Uświetnimy sobie tę noc i złotem i srebrem więc, by mimo wszystko, była nocą wyjątkową. I z pewnością doborowe towarzystwo przyjaciół, odpowiednia muzyka i złotem mieniące się bąbelki szampana, taką tę noc uczynią.












Drodzy Czytelnicy, życzę i Wam, by ta ostatnia noc roku była nocą wspaniałą (z dziećmi czy bez) a nadchodzący rok, był rokiem, w którym uda się spełnić swoje plany, a może i marzenia!

piątek, 30 grudnia 2016

Stary rok...


To był dobry rok, rok w którym pomimo finansowych problemów, a dzięki nieocenionej pomocy najbliższej rodziny udało nam się znaleźć się tu, gdzie teraz jesteśmy. W miejscu, którego urządzanie daje mi tyle radości, w miejscu do którego chce się wracać po kilku godzinach pracy a ten powrót nie wiąże się już wreszcie z uciążliwym pokonywaniem labiryntu ulic zapchanych samochodowym korkiem. W miejscu, w którym latem można sączyć lemoniadę na słonecznym tarasie przy akompaniamencie hałaśliwego własnego potomstwa (żeby nie było zbyt idealnie) a zimą wziąć aromatyczną gorącą kąpiel w wymarzonej wannie (może być nawet w ciszy o ile zaczeka się aż wspomniane potomstwo zaśnie wreszcie bądź ewentualnie włączyć im bajki jakieś - przy odrobinie szczęścia nie pokłócą się przez pierwszy kwadrans i ten pierwszy kwadrans mam dla siebie) . W miejscu, gdzie las jest oddalony ledwie parę kroków, a jednocześnie do sklepu można by w kapciach iść. Miejsce to nie jest oczywiście miejscem idealnym i swoje mankamenty ma. Jest tu głośno - głośniej niż w tej dzielnicy Poznania, w której wcześniej mieszkaliśmy, dużo głośniej. Po każdym większym deszczu nasz ogródek stoi w wodzie, myślę, że nie obejdzie się bez interwencji u dewelopera. No i ta ciepła woda, raz gorąca a raz zimna, taki piec dwufunkcyjny to jakiś dziwaczny wynalazek jednak jest.

Jak urządzałam mieszkanie krok po kroku.


Styczeń - zaczęło się: dolna łazienka


Luty - łazienka dolna już prawie prawie



 i górna też choć jeszcze bez wanny


a pod koniec miesiąca jest i nasza Marmite Rosalie :)


Marzec, a dokładnie 8 marca - montują podłogę, litą deskę dębową, wspaniałą!


Maj: schody, nareszcie. Biegaliśmy z góry na dół i cieszyli jak małe dzieci :)))


Misja przeprowadzka: 24 czerwca, na kuchnię musieliśmy poczekać jeszcze kilkanaście dni...



A na drzwi i listwy przypodłogowe: kilka tygodni, doczekaliśmy się w sierpniu.

Zamontowanie drzwi ostatecznie zakończyło etap remontowo - budowlany. Jednak sporo jeszcze do zrobienia, myślę, że będę miała czym się zająć i zajmie mi to najbliższych parę lat :)))


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails