poniedziałek, 8 lutego 2016

Nie samym remontem człowiek żyje...

Wirus opanował naszego laptopa, złośliwe to takie, reklamy wyskakują na pół ekranu, przekierowania ciągle jakieś na strony co najmniej podejrzane, przeglądanie stron internetowych stało się drogą przez mękę jakąś. Próbowałam już krok po kroku według wskazówek znalezionych w sieci ale nic nie pomaga. Szczęściem po zalogowaniu na stronę bezpieczną wirus daje odetchnąć, więc po zamknięciu kilku witryn, na które zostałam przekierowana zanim się zalogowałam jestem tu. Odetchnąć nie tylko od wirusa ale i od tych łazienek moich, na które pomysłów już mi zaczyna brakować a podjęcie decyzji, jaki kolor powinny mieć ściany - odłożę jednak w czasie.





Czy wiecie jakie zabawki lubię kupować dzieciom najbardziej? Drewniane? Owszem też, ale przede wszystkim takie, które nie potrzebują baterii. Czy macie pojęcie ile baterii jest potrzebne, żeby zasilić te wszystkie szczekające pieski, zdalnie sterowane samochodziki i elektryczne gitary? Mamy takie wesoło grające instrumenty, chodząco - straszące dinozaury, które upycham w naszej pękającej w szwach skrzyni. Nie, zdecydowanie wolę drewniane samochodziki, bo nie odpadają od nich kółka (w przeciwieństwie do "resoraków") i pluszaki, które można przytulić i zabrać do łóżka od tych piesków bobby które reagują na gwizdki, Mikołaju, co to za pomysł był szalony, ileż można tego wygwizdywania słuchać???
A dzieci? Dzieci uwielbiają właśnie te elektryczne cuda, cieszą się nimi jak szalone ale bawią krótko. Bo jednak klocki zajmują ich na dłużej, a do gry planszowej namówić można też rodziców...

poniedziałek, 1 lutego 2016

Wykańczam się...

Pierwotny nasz plan był taki, że mieszkanie, w którym mieszkamy teraz, zostanie sprzedane. Jak jednak zasady są po to, by je łamać, tak plany są od tego by je zmieniać, mieszkanie miało zostać, zarabiać na odsetki kredytowe a my mieliśmy być booogaci... Bank jednak nam nasze zmienione plany jeszcze pokrzyżował stwierdzając, że my nie dość bogaci, żeby móc być jeszcze booogatsi. Żebyśmy my dla banku byli dość bogaci, to my byśmy się musieli najpierw stać bogatsi (czytaj: dochody z wynajmu osiągać ale takie udokumentowane rzecz jasna), a dopiero potem po kredyt przyjść. Tylko my mieszkania nie możemy wynająć, jak tamto nowe jeszcze nie gotowe, a tamto nie będzie gotowe, bo bankowych pieniędzy niet. I tak się koło zamyka, tajemny krąg, nijak się z niego wydostać nie można. Bank nas jednak tak całkiem z palcem w nocniku nie zostawił, co to to nie. Alternatywę jakąś tam nam przedstawił. A mianowicie, zamiast 3% kredytu hipotecznego, możemy, a dlaczegóż by nie, wziąć 9% kredyt gotówkowy. Bo my nie jesteśmy dość bogaci, by 300zł płacić ale na 900zł nas stać, takich mają analityków te nasze banki!


Ponieważ mi tak pod górkę ze wszystkim, i z tymi fachowcami łazienkowymi, i z tymi bankami, ja już nie czekam na finito tylko pokazuję co jest, bo nie wiadomo, kiedy coś więcej będzie...


Między kabiną a zabudową stelaża WC powstała szczelina, nie miało tak być, ale mi ekipa zaczęła roboty jakem się w podróż służbową do Elbląga wybrała i sobie wymyślili, że tak będzie lepiej... się sprzątało. Hmm, ja wiem... jakby szczeliny nie było, to może nie byłoby co tam sprzątać... A te liczniki po prawej: zabudowane będą. Zachodzę w głowę, jaki projektant to wymyślił, żeby takie ustrojstwo tak zupełnie na widoku zostawić.




I co myślicie, mój ślubny twierdzi, że zupełnie jak w miejskim szalecie. Ja tam do takich szaletów mogłabym chodzić ;)

niedziela, 24 stycznia 2016

Łazienkowych zmagań ciąg dalszy

Obiecuję sobie i obiecuję pisać częściej, coś więcej wykrzesać z siebie i przynajmniej dwa razy w tygodniu odezwać się i co? Miesiąc niemalże upływa od ostatniego wpisu i nic. Wydawało się, że czasu mieć będę trochę więcej bo dzieciarnię spakowałam i do babci na zimowe ferie wywiozłam. Ale tu się tyle zaległych spraw i całkiem nowych pojawiło związanych z formalnym przejęciem nowego lokalu, że się ogarnąć zupełnie nie mogę w tych prawnych dziwacznych sprawach. I jeszcze walki z łazienkami przeciągają się w nieskończoność. Piękne heksagonale płytki z Equipe, które wybrałam i które zdążyłam już pokazać, okazały się niemożliwe do wykorzystania. Reklamacja została należycie załatwiona przez sklep internetowy ale same roboty się przeciągnęły w czasie. Zniechęcona perspektywą oczekiwania kolejnych czterech tygodni na przesyłkę nowej partii płytek, które to ze względu na przypadający okres tysiąca świąt pewnie przedłużyłyby się jeszcze do pięciu, sześciu, wybrałam płytki inne, wkrótce pewnie pokażę jakie. Ale nim podjęłam tę decyzję i nowa dostawa dotarła do mych drzwi, ekipa fachowców mi się zawinęła do innego zlecenia i odzyskałam ich dopiero tydzień temu...
Udało mi się za to zamówić konsolkę pod umywalkę do łazienki górnej. Stolarza znalazłam na Allegro. Szukając... nóg do stołu. Przez chwilę miałam taki zamysł, by zamówić same nogi i samej skonstruować konsolkę (czuję, jakby to się mogło skończyć...). Na szczęście okazało się, że sprzedawca tychże nóg, wykonuje też i mebelki i zrealizował moje zamówienie. Jakoś wydawał się bardziej wiarygodny niż jego niedoszły poprzednik.


Oto i ona, w całej okazałości, wyjęta prosto z pudła, w którym przyjechała z Nowej Soli, jeszcze w rajtuzach ;) Ja ją widzę w szarościach, z pięknym ceramicznym uchwytem, na którego poszukiwanie z miłą ochotą się wybiorę. Zdecydowanie uważam, iż do takiej konsoli lepiej pasuje umywalka szersza, taka osiemdziesięciocentymetrowa, jednak miałam pewne uzasadnione obawy, że w naszej łazience takowa się nie zmieści, więc pozostałam przy tej mniejszej. 
Wybaczcie okoliczności tego zdjęcia, ale tak to na budowie właśnie wygląda, tu pudło, tam jakaś muszla w tle, beton i niewykończone ściany.

P.S. Bardzo się jednak myliłam myśląc, że z chwilą, gdy konsola się pojawi, wszystko pójdzie już jak z płatka. Okazuje się, że wybór umywalki z IKEA nie był dobrym wyborem, a to częściowo wina moja, bo się nie znam na tym i może trzeba było architekta do tej roboty brać czy coś ale też za sprawą pracownika IKEA, który znać się na tym powinien. Unikalność umywalek szwedzkiego sklepu polega między innymi na tym, że mają unikalnie zaprojektowane syfony, które zajmują niewiele miejsca w szafce umywalkowej, co się ceni. Przed zakupem zapytałam jednak w sklepie czy do tej umywalki pasować będą syfony innych firm ponieważ ja chcę tę umywalkę zainstalować na konsoli miast gotowy zestaw nabyć, a że wówczas syfon będzie widoczny, musi być elegancki, metalowy, chromowany mosiężny czy jaki tam porządny się znajdzie. Otrzymałam odpowiedź twierdzącą, więc niewiele się zastanawiając ochoczo powędrowałam do kas i już o tym nie myślałam więcej do czasu, gdy dotarła konsola i przyszło do poszukiwania rzeczonego syfonu. Otóż nie tylko syfon jest unikalnie zaprojektowany ale też i przelew tej umywalki... Nie jest on zatopiony w ceramice jak ma to miejsce w innych (a przynajmniej w tej, którą posiadam aktualnie), gdzie wystarczy wybór odpowiedniego korka (z otworem przelewowym), a przypomina bardziej przelewy w zlewozmywakach, gdzie najzwyczajniej od otworu przelewowego to syfonu ciągnie się uroczy wężyk... plastikowy, a jakże. Zupełnie bez znaczenia, gdy to wszystko ukryte jest za szufladą lecz zupełnie niedorzeczne w moim przypadku. Gdybym zorientowała się wcześniej byłabym zamieniła umywalkę na inną i po kłopocie ale teraz, gdy zamówiona konsola została wykonana idealnie pod wymiar tej, problem mam niesłychany. Znalazłam jeden jedyny przelew firmy Glasspoint, który wygląda na zdjęciu na nieplastikowy, ale jaki jest w istocie, nie wiadomo i kosztuje, bagatela 150zł (sam przelew)... Chyba więc pozostanę przy plastikowym zestawie z IKEA, może nie będzie tak wystawać strasznie... i straszyć...

czwartek, 31 grudnia 2015

Łazienka górna - pomocy

Sen mi to z oczu spędza, więc pomóżcie proszę, czarne płytki heksagonalne czy jednak szare??? Czy tapeta w romby w łazience się odnajdzie i czy tapeta w łazience to w ogóle dobry pomysł?


Ostatecznie chyba wybiorę płytki w wersji szarej, a żeby nie było zbyt monotonnie konsolka, jeżeli uda mi się znaleźć odpowiednią - będzie czarna... A może i lustro.





1. Tapeta Ferm Living Harlequin
2. Płytki ścienne Paradyż Panello Blanco
3. Wanna Marmite Rosalie
4. Płytki heksagonalne Peronda
5, 6. Bateria umywalkowa i wannowo prysznicowa Tres Retro
7. Kinkiet www.villadecor.pl
8. Konsolka Lawendowy Kredens

niedziela, 20 grudnia 2015

Miałam plan

Miałam taki plan na tańszą, skromniejszą i mniejszą gabarytowo wersję tego co na poniższych zdjęciach (znalezionych na www.pinterest.com):






Mój plan opierał się na zakupie dwóch konkretnie rzeczy: umywalki RÄTTVIKEN  w IKEA


i biurka, dokładnie takiego, przy którym urzęduje teraz Potomka i które to planowałam pomalować na jasny odcień szarości. Myślę, że to bardzo fajnie by wyszło.



Pan sprzedawca okazał się chętny wykonać biurko pod wymiar umywalki pod warunkiem wpłacenia zaliczki, przy czym niestety nie wykazał się już podobną chęcią zabezpieczenia moich interesów w przypadku niewywiązania się z umowy (czyli zwyczajnego, prostego wystawienia aukcji). Tym samym mój plan utknął w martwym punkcie, umywalka już kupiona a konsoli nie będzie, bo jakoś trudno mi zdecydować się na przelew pieniędzy bez żadnego potwierdzenia zawarcia umowy, a nie mogę znaleźć nikogo, kto wykonałby podobne biurko w takiej cenie... i zupełnie nie wiem, jak wybrnąć z tego martwego punktu...
A Wy? Zaryzykowałybyście?

sobota, 28 listopada 2015

Kupić słonia...

Czy znacie tę historię o mężu, który po wypłacie do domu nie wraca tylko w tango idzie? A gdy wreszcie wróci, żona go o pieniądze pyta? On jej na to, że nie ma. A co się z nimi stało? Słonia kupiłem. I gdzie masz tego słonia? A on na to wymownie puste kieszenie wyciąga twierdząc, że to uszy są a trąby niech sobie sama szuka... :)))
Ja trąby nie mam ale takie uszy niedługo wyciągnę a urządzanie mieszkania jeszcze się nie zaczęło nawet. Ku mojej rozpaczy fachowca znaleźć nie mogę. Jeden taki wystrychnął mnie na dudka i teraz gdy już wszystko kupione i można zaczynać,  zapomnij babo, że zacznie który od zaraz lub chociaż w grudniu. Zostaje mi więc czekać tylko do tego stycznia i jak dzieci puzzle tak ja płytki sobie układam...


Wydaje się, że wszystko ładnie będzie pasować... Płytki heksagonalne zamówiłam w Dekordia, były o niebo tańsze niż w poznańskim sklepie chociaż koszt przesyłki trzech metrów kwadratowych płytek dość mocno podniósł koszt jednostkowy a ewentualne oszczędności z tytułu zakupu w sklepie internetowym okazały się niewielkie ale ziarnko do ziarnka...
Płytki cegiełki są już w ofercie chyba każdej firmy i sklepu, a najtańsze to już chyba za niecałe 50 zł można znaleźć. Ja jednak chciałam płytki bez fazy... Te niestety okazały się nie krążyć w okolicach 50zł a 100 i wyżej więc dałam spokój. Wybrałam Ape, bo mają fazę delikatniejszą niż inne płytki tego typu, a przy tym ich cena nie odstrasza i co istotne barwa listwy dekoracyjnej nie odstaje od płytki bazowej! W poznańskim Cermagu znalazłam je nawet tańsze niż w ofertach sklepów internetowych.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Na sprzedaż

Ławeczka sprzedana, pojechała do Kłodzka. Oferta na biokominek wciąż aktualna. 

I jeszcze lampa IKEA seria Barometer.


Cena: 100zł.

sobota, 21 listopada 2015

Szkolne niezbędniki?

Kiedy kupowałam to niewielkie biurko od razu zakładałam, że ostatecznie będzie to biurko Lili. I jest. W tym roku Lili została uczennicą klasy pierwszej i wydawało się koniecznym zapewnienie jej jakiegoś miejsca do nauki. Nie można temu meblowi odmówić uroku, natomiast do pojemnych nie należy, na niezbędne kredki, ołówki i takie tam uczniowskie przydasie znalazłam więc inny sposób. I wszystko to fajne ale koniec końców ulubionym miejscem do odrabiania lekcji i tak jest stół kuchenny lub ewentualnie, o zgrozo, kanapa  (z zeszytem na kolanach...) - okazuje się, że tak się da. Przeganiam wtedy rzecz jasna ale po cichutku cieszę się z tego czasu kiedy dzieci chcą jeszcze być tam, gdzie rodzice, nawet jeżeli ci zajęci są bardzo ważnymi i niecierpiącymi zwłoki sprawami.







Potomka nie spędza więc zbyt wiele czasu tutaj akurat, kredki to wszędzie u nas można znaleźć, pod kanapą, na kanapie, gumek i ołówków za to w ogóle, zawsze gdzieś się zawieruszą. Może trochę w tym i mojej winy jest, bo przyznam,  ostatnio często pożyczam te ołówki, linijki i gumki i nawet tę kasę tam, bo ona całkiem za kalkulator dobrze robi i mi pomagają te Lili gadżety projektować, kombinować i szacować. I najwyraźniej zapominam oddać...

Biurko od tego sprzedawcy
Dywanik H&M Home
Krzesło IKEA seria MÄLARÖ
Gałki porcelanowe Zara Home

poniedziałek, 16 listopada 2015

Niedzielna kucharka

Muszę Wam się przyznać, jestem kucharką tylko od święta... Nie wiem czy to kwestia umiejętności, czy chęci, gotuję rzadko, bardzo skromnie i bez wymyślnych składników. Może wydać się to dziwne, w końcu mam trzech domowników do wykarmienia ale prawda taka, że dzieciarnia żywi się w przedszkolu/szkole, Leniwiec ma godziny pracy zmienne, więc nie zawsze po południu jest w domu, a dla jednej gęby to mi się kuchni całej zafajdać nie chce. Muszę też się przyznać, że jestem dorosłym niejadkiem. Takim, co to nie przepada za gotowanymi warzywami, nie jada krewetek i innych stworzeń mniejszych niż ryba. I choć nie ukrywam, zdarzają mi się okresy, kiedy chcę się dać porwać temu wszędobylskiemu trendowi zdrowego odżywiania, gotowania i odkrywania przyjemności z przebywania w kuchni, to ilekroć próbuję znaleźć przepis na coś, co może urozmaicić nasze skromne domowe menu, poddaję się. Bo niewiele jest przepisów na potrawy, w których nie byłoby a to owoców morza, a to kasz (jak ja nie cierpię), a to jakichś kaparów, szparagów, filetów anchois, sera pleśniowego, surowego łososia, świeżej bazylii, dyni... Nie znoszę też i tego większość znajomych absolutnie nie może pojąć... młodych ziemniaków :))) Tak tak, jestem naprawdę wielkim niejadkiem. Dzieciarnia moja też. Tylko Leniwiec wciąga wszystko jak odkurzacz nawet jak mu nie smakuje potrawa, którą w swoim zrywie kucharzenia popełniam. Chociaż zupy dyniowej chyba też by nie zjadł...
No ale kiedy zdarza się nalot i gęb do wykarmienia jest więcej, to ja nie lubię im dawać schaboszczaka w panierce. Bo to jednak dużo stania przy patelni, żeby tak dla wszystkich nasmażyć i unoszący się wtedy charakterystyczny zapach, zupełnie do zniesienia w zaciszu domowym, w trakcie wizyt i wizytacji mnie irytuje cokolwiek. Na takie wydarzenia to ja najbardziej lubię potrawy, które można wcześniej sobie przygotować, a w odpowiednim momencie do piekarnika włożyć, w jeszcze bardziej odpowiednim z niego wyjąć, postawić na stół i bierzta, i jedzta! I to na takie okazje właśnie postanowiłam zaopatrzyć się, a ściślej mówiąc systematycznie zaopatrywać się w naczynia żaroodporne, takie co to można na stole ustawić bez krępacji i żenady, i bez tego całego przekładania na półmiski, patery czy co tam jeszcze. Wygodnie, szybko i jeszcze po wszystkim do mycia garów stos mniejszy...


Przepis na muszle ze szpinakiem znajdziecie tu. Ja za szpinakiem nie przepadam też, ale po wymieszaniu z fetą i zapieczeniu z żółtym serem jest dla mnie do przełknięcia :)
Może macie do sprzedania proste i spektakularne przepisy na danie bez składników wymienionych powyżej? :)))

sobota, 14 listopada 2015

Ogródek???

Zawsze myślałam, że naszym następnym miejscem na ziemi będzie niewielki domek parterowy z niezbyt dużym ogrodem, takim przy którym się człowiek nie namęczy za bardzo, a skorzysta z wszelkich uroków posiadania takiego ogródka. Wspominając o urokach ogródka mam na myśli oczywiście po pierwsze śniadania na trawie i wszelkie inne posiłki na świeżym powietrzu, po  drugie pobudzanie skóry w okresie wiosenno letnim do zwiększenia poziomu melaminy w postaci wylegiwania się w słońcu, wylegiwanie się w dmuchanym basenie wypełnionym rozkosznie chłodną wodą w okresie największych upałów, a w chłodniejsze wieczory wylegiwanie się na leżance jakiejś wygodnej, po opatuleniu się kocami i wprowadzanie w stan upojenia grzanym winem roztaczającym zapach przypraw korzennych.  Naprawdę stałam się żoną Leniwca...
Tymczasem zamiast parterowego domku będzie dwupoziomowe mieszkanie. Zamiast niedużego ogrodu: ogródek, ogródeczek, niewiarygodnie wręcz malutki, wyposażony w taras rozmiarów powiedzmy przyzwoitych. Taras jest wielkości mojego obecnego pokoju zwanego dziennym, więc nie ma co, tam się na pewno sporo może zadziać :)
I gdy tak sobie wieczorami rozmyślałam, co też w takim niewielkim, czterdziestometrowym ogródku można poczynić, poszperałam, przeszukałam milion zdjęć i inspiracji i znalazłam... Ja już wcale nie chcę żadnego wielkiego ogrodowiska. Ja chcę mój malutki ogródeczek. Nie będę musiała wydać fortuny u ogrodnika, godzinami plewić, kosić i przycinać. Będę naprawdę wylegiwać się! Oczywiście zaraz po tym, jak wrócę moim mieszczuchem z pracy :)))
A żeby Leniwiec miał co do roboty to mu trawnik zamiast takich płyt zostawię...




Zdjęcia są autorstwa Marianne Majerus, więcej zdjęć tego miejsca tu: Claire Mee i jeszcze tu.

Co mi będzie potrzebne...

1. IKEA seria ÄNGSÖ
2. IKEA seria NIPPRIG 
3. Dekoria, siedziska
4, 5 IKEA seria BYHOLMA

Co o tym myślicie?

niedziela, 8 listopada 2015

Sofy zastosowania różne

Zastanawiam się czasami jak one to robią... Skąd czerpią te swoje pokłady energii, gdzie znajdują niespożyte jej źródła? Istne perpetuum mobile. Potrafią dwie godziny bez mała biegać, krążyć, skakać, zjeżdżać w miejscu zwanym przez nas małpim gajem, opuszczają po tych dwóch godzinach z wielkim żalem i uciekają na pierwszą napotkaną w drodze powrotnej zjeżdżalnię... Ja niechętnie opuszczam nasze kanapiszcze, z niepokojem obserwuję jak staję się żoną Leniwca, a gdy nawet zdecyduję się na małą przebieżkę po parku, po powrocie nie kiwnę już palcem... Co sprawia, że co rano dzieci zrywają się z łóżek, jakby właśnie ten dzień miał być tym od tak dawna wyczekiwanym i radośnie oznajmiają nam w sobotnio - niedzielne poranki, że już noc się skończyła, więc oczywista oczywistość, że już ciepłe łóżko należy opuścić. Nic to, że w okresie letnim ta noc kończy się przed piątą... Tymczasem moją pierwszą myślą po przebudzeniu jest ta o rany znowu pora wstać... I w każdy roboczy dzień zwlekam się jak skazaniec z kanapy, wykopuję się z milusiej kołderki o nieludzkiej czwartej minut trzydzieści, a w najlepszym razie piąta zero zero. I podczas, gdy dla nas nasza kanapa jest miejcem, gdzie można z kubkiem ciepłej herbaty oddać się lekturze, wgapiać się w telewizornię lub po prostu zasnąć, dla tych małych stworzeń jest to miejsce wprost idealne do zabaw, stawania na głowie i fikania koziołków.








Kanapa oczywiście z IKEA
Wzorzyste poduchy idealne do staczania bitew H&M Home

czwartek, 5 listopada 2015

Miejskie życie

Po mieście, które remontem stoi od ładnych paru już lat, zdających się być wiecznością, samochodem poruszać się trudno. Komunikacją miejską nie lepiej, bo autobus potrafi utknąć w korku równie skutecznie. Tramwajem może byłoby i fajnie, gdyby tylko takowy docierał do Naramowic. Gdy więc tylko mam taką możliwość przesiadam się na mojego czarnego jednoślada. Po nocach śni mi się Kokkedal ale cóż, rowerem najczęściej wybieram się na zakupy lub inne mało ważne sprawy załatwiać, nie chciałam zadręczać się podczas zakupów myślami czy aby czasem drogi powrotnej pieszo nie będę musiała pokonać, bo ktoś akurat swoje marzenie o Kokkedalu moim kosztem postanowiłby spełnić. Więc zakupiłam czarnego mieszczucha, bez logo, bez marki i bez szału, ale lubię go bardzo. Właśnie dlatego. Trochę mniej za to, że się tam ciągle coś dzieje z nim :)
Bardzo żałuję, że nie mogę korzystać z niego częściej ale to się zmieni może po przeprowadzce - liczę na to ogromnie. Opuszczam to zakorkowane miasto, zamieniam na podmiejskie życie i do pracy, mniejsze już odległości mając, będę mogła przy sprzyjających okolicznościach pogodowych podążać moim mieszczuchem. Jaka to korzyść dla portfela i kondycji, i sylwetki ;)











niedziela, 1 listopada 2015

Łazienkowych rozważań ciąg dalszy...

Zastanawiając się, o czym mogłabym Wam dziś napisać, pomyślałam, by podzielić się z Wami inspirującymi zdjęciami łazienek, znalezionymi w czeluściach sieci, które wzbudziły we mnie zachwyt największy i spowodowały, że zdecydowałam o takim a nie innym wyglądzie naszych dwóch przyszłych łazienek, z których co pragnę mocno podkreślić żadna nie będzie kilkunastometrowym pokojem kąpielowym, ale za to jedna i druga wyposażone będą w okno, ba ta większa to nawet w dwa (ale maciupkie). I już ochoczo wzięłam się do ponownego przeglądu internetowych inspiracji, bo muszę się przyznać, że nie pomyślałam zawczasu, by ulubione zdjęcia od razu zapisywać i miast tego nieustannie poszukiwania zaczynam od początku, to jest wpisuję hasła naprzemiennie łazienka retro, łazienka vintage, łazienka skandynawska bądź biała tudzież angielskie odpowiedniki tychże zwrotów i zapadam się w kanapiszcze na godzinę przynajmniej... Więc już już miałam wyszukać parę pięknych łazienek dla Was i stwierdziłam, że pomysł to durny jest całkiem. Bo przecież każda z Was z wyszukiwarką radzi sobie samodzielnie może lepiej nawet niż ja. Dałam więc już temu pomysłowi pokój i wrzucam jedno jedyne zdjęcie. O takiej łazience z taką właśnie wanną marzę... I tym zdjęciem przekonuję siebie, że wolnostojąca wanna w małej łazience - to się może udać!

źródło: www.pinterest.com

czwartek, 29 października 2015

Projekt - łazienka

Myślałam głupia, że wizję tego, jak wyglądać będzie moje następne mieszkanie mam już w głowie od dawna i, gdy tylko przyjdzie co do czego, wystarczy wskoczyć do sklepu jednego i drugiego, ewentualnie przetrząsnąć oferty tych internetowych w poszukiwaniu najkorzystniejszej z ekonomicznego punktu widzenia, groszem sypnąć i pójdzie jak z płatka. Tymczasem wizja dojrzewa, ewoluuje i zmienia się co chwilę, kosztorys znacznie przekracza wyznaczony budżet i z czegoś zrezygnować trzeba. Oczywiście wszystko jest niezbędne absolutnie i koniecznym musthavem, więc rozterki przeżywam wielkie. Ostatecznie wizja roztoczona jeszcze rok temu zmieniła się dość znacznie i wersja finalna z nie tyle poprzednią, co poprzednimi! tyle ma wspólnego, że w dalszym ciągu kurczowo trzymam się stylu retro. Ale nie jest to już to vintage, shabby, angielski szyk, w którym niegdyś tak się podkochiwałam a formy bardziej proste, skandynawskie. Niezmiennie: białe.
Ledwiem klucze odebrała, ekipy do brudnej roboty jeszcze nie ma ale co się na pewno w małej łazience znajdzie pokazać Wam chętnie pokażę. Reszta jeszcze w sferze przemyśliwań :)))




1 - IKEA Stenstorp
2,3,4 - Tres Retro
5 - Ape Ceramica Biselado Blanco Brillo
6 - Equipe Ceramicas Hexawood Grey
7 - Roca Terra

Barek z IKEA jest fantastycznym pomysłem, ma tylko ten jeden mankament, że jest zbyt wysoki, by mógł zostać ukoronowany nablatową umywalką, trzeba więc skrócić go o jakieś 15 cm. Zastanawiam się, gdzie pobiegnie ta linia cięcia - pod czy nad najniższą półką...

sobota, 24 października 2015

Wyprzedaż

Po dłuuugaśnej przerwie wracam tu na chwilkę a może na dwie. Ciekawe czy jeszcze ktoś tu zajrzy czasem...
Przerwa była taka długa ponieważ zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę!!! Nie będziemy mieszkać w ślicznym domku na przedmieściach, a w szeregowcu najzwyklejszym ale będzie tam ogródek (metrów kwadratowych całe aż 40!) i taras, i kominek nawet być może. Ale co najważniejsze - metraż choć nieznacznie większy od teraźniejszego to oferujący cztery pokoje, co pozwoli nam nie spać już nigdy więcej na materacach :))) I co najprzyjemnejsze w tym wszystkim - urządzanie. Płytki, podłogowe deski, baterie i umywalki: po nocach mi się śnią te wymarzone i cyferki przelatują przed oczami - skąd tu na to wszystko grosza trochę wziąć?
Wpadłam więc na ten genialny pomysł, by pozbyć się niektórych ruchomości, które w nowym mieszkaniu niekoniecznie będą nam potrzebne. 
W pierwszej kolejności: portal kominkowy wraz z wkładem firmy Real Flame oraz pojemnikami na paliwo: puszkami i i takim podłużnym. Kominek wyposażony jest również w ceramiczne dziwadło imitujące drewno, które o tyle jest pożyteczne, że zasłania puszkowe pojemniki na paliwo.
Portal kominkowy wykonywany był na zamówienie z drewna olchy i pomalowany ręcznie przeze mnie (więc na pewno nie doskonale) dwukrotnie białą farbą akrylową.  Myślę, że przydałaby się jeszcze jedna warstwa farby lub jakieś dodatkowe zabezpieczenie, np. woskiem. Portal nie jest jeszcze trwale sklejony, więc można go rozłożyć i transport zwykłą osobówką nie powinien być problemem. Kominek nie był używany często, bo i zimy ostatnie były dość łagodne. Zważywszy na fakt, iż w nowym mieszkaniu jest możliwość posiadania kominka opalanego drewnem ten okazuje się być zbyteczny.



Cena: 2200zł

Zainteresowanych proszę o informację drogą mailową. Poważnie zianteresowani mogą oczywiście przedmiot swoich zainteresowań obejrzeć osobiście.
Jeszcze parę rzeczy zapewne się pojawi. Zaglądajcie!




niedziela, 23 marca 2014

Dzieci w kuchni i nie tylko

Pod wpływem chwilowej potrzeby kuchnia Duktig wylądowała w mojej i co? I od tamtej chwili wykorzystywana jest duuużo częściej! Dzieciaki smażą w niej swoje filcowe naleśniki, kiedy ja smażę te najprawdziwsze, ja mam spokój, oni mnóstwo frajdy, a misie i lalki częściej zapraszane są na przyjęcia... Tylko ten kolorowy rozgardiasz, echh...





Wpuściliśmy na balkon nieco wiosny, szczyptę dosłownie, ale to początek dopiero, rozgrzewka jedynie. Róże już puszczają młode listki, nawet nie zdążyłam ich przyciąć, a teraz mi szkoda tych młodych pędów i chyba tak je zostawię, tulipany zasadzone jesienią również nieśmiało się ukazują.



Po raz kolejny spróbowałam transferu nitro na jakichś dziwacznych deseczkach pozostawionych nie wiadomo po czym i na co, jak widać tylko konisko wyszło jako tako, motyle pozostawiają wiele do życzenia... 


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails