niedziela, 23 marca 2014

Dzieci w kuchni i nie tylko

Pod wpływem chwilowej potrzeby kuchnia Duktig wylądowała w mojej i co? I od tamtej chwili wykorzystywana jest duuużo częściej! Dzieciaki smażą w niej swoje filcowe naleśniki, kiedy ja smażę te najprawdziwsze, ja mam spokój, oni mnóstwo frajdy, a misie i lalki częściej zapraszane są na przyjęcia... Tylko ten kolorowy rozgardiasz, echh...





Wpuściliśmy na balkon nieco wiosny, szczyptę dosłownie, ale to początek dopiero, rozgrzewka jedynie. Róże już puszczają młode listki, nawet nie zdążyłam ich przyciąć, a teraz mi szkoda tych młodych pędów i chyba tak je zostawię, tulipany zasadzone jesienią również nieśmiało się ukazują.



Po raz kolejny spróbowałam transferu nitro na jakichś dziwacznych deseczkach pozostawionych nie wiadomo po czym i na co, jak widać tylko konisko wyszło jako tako, motyle pozostawiają wiele do życzenia... 


czwartek, 27 lutego 2014

Wieczne przemeblowania


Ta stara podstawa maszyny do szycia była już stolikiem balkonowym, kwietnikiem, biurkiem pod laptopa. Teraz została pomocnikiem kuchennym. I sprawdza się w tej roli, ponieważ nie mam zbyt dużej powierzchni blatu roboczego i dodatkowe miejsce na kuchenne akcesoria jest berdzo w cenie.



 Jest też fajnym miejscem na kwiaty lub zioła...



oraz na przysmaki dla łasuchów :)))



Uwielbiam przemeblowania!

sobota, 22 lutego 2014

Domek na zabawki

Pojemników i pomysłów na przechowywanie zabawek nigdy dość. Ta torba powstała z inspiracji projektem Mukaki, oryginał można kupić np. tu.


Ponieważ nie dysponowałam nadmiarem gotówki, a za to dysponowałam skrawkiem identycznego materiału, postanowiłam zakupić gruby filc i uszyć torbę sama. Mogło się skończyć na postanowieniu tylko, ponieważ napotkałam stanowczy opór ze strony mojego Łucznika, kiedy próbowałam zrealizować swój plan. 


Na szczęście znalazłam osobę, która za niewielką opłatą zgodziła się pomóc mi i dzięki temu nie muszę spędzać każdego wieczoru przez najbliższy miesiąc szyjąc całość ręcznie. 


Ręczne są moje niezdarne hafty i fragment dachu zszyty ściegiem dzierganym, ręcznie też przyszyć muszę dwie rączki, aby torbę można było łatwo i wygodnie przenosić. Guziczki pewnie kiepsko się sprawdzą, ale to łatwiejsze niż wszycie zamka ;)

I wreszcie skrzynia się domyka, w torbie zmieściło się naprawdę sporo dziecięcych skarbów... Mam  nadzieję, że sprawdzi się też w podróżach, maluchy zawsze coś chcą ze sobą wziąć. Podoba Wam się?

poniedziałek, 17 lutego 2014

Luty luty

Moje dzieci uwielbiają wyprawy do IKEA! :))) Często pytają, kiedy pojedziemy do sklepu z pokoikami... I jak ja bym im mogła odmówić takiej rozrywki? Pojechaliśmy więc w niedzielę, co pewnie byłoby samobójstwem, gdyby nie fakt, że byliśmy na miejscu już o dziesiątej rano, a w samym sklepie wędrowaliśmy pod prąd, od kas do działu dziecięcego i z powrotem. I podczas, gdy tłum ludzi z dziećmi i bez walił drzwiami i oknami w górnej części sklepu, my najspokojniej w świecie huśtaliśmy się w hamakach, bujanych fotelach i wylegiwaliśmy na leżakach plażowych, tak tak, w IKEA już pojawiła się kolekcja letnia!!! Ja ostrożnie wyczekuję wiosny, pocichutku, żeby nie zapeszyć, czekam, a tam prawdziwy raj dla plażowiczów, dla najmłodszych: świetne zabawki do piaskownicy: foremki do piaskowych lodów i babek z piasku wyglądających jak najprawdziwsze wypieki (te były już kiedyś w ofercie ale nam się nigdy nie udawało w Poznaniu upolować), łopatki, skakanki, a dla trochę starszych: zestawy do tenisa plażowego, badmintona i inne takie. Wow! Skusiłam się na co nieco z myślą o wakacjach już, choć póki co, króciutki wyjazd w góry nas czeka. Mam chęć spróbować sił na nartach... Może nie tyle spróbować, bo już kiedyś do czynienia z nartami miałam ale złapać bakcyla chcemy, byśmy mogli całą rodziną fajnie czas spędzać, a nie ciągle na tej kanapie... Oby tylko choć trochę śniegu było.


A w domu, odrobina błękitu, wyszperana z dna szafy...


tarta z kremem brulee


i narcyzy nieśmiało się ukazują.



czwartek, 13 lutego 2014

Takie tam

Wykorzystanie pele mele do tworzenia okazjonalnych dekoracji przypomina mi najzupełniej w świecie przygotowywanie szkolnej gazetki ;)




Pele mele już się wysłużyło, marzy mi się lustro w pięknej ramie nad tym kominkiem. Koniecznie muszę rozpocząć poszukiwania...

wtorek, 4 lutego 2014

Jeszcze nieco szarości

Jakiś czas temu zakupiłam w sklepie internetowym Tchibo świeczki zapachowe w pięknych metalowych puszkach w marynistycznym stylu. Puszki okazały się być zupełnie zwyczajne, jedynie w papierowej obwolucie, a niesamowity morski zapach - zapachem przypominającym tanią wodę kolońską... Cóż, czasem zdarzają się takie nieudane zakupy. Nie zważając na niekorzystne walory, świeczki wykorzystałam, a puszki już już miałam wyrzucić, ale jednak przydadzą się.


A tak wyglądały wcześniej...


Po zmianie nie wyglądają może jakoś oszałamiająco, tym bardziej że osłonki szyłam z resztek i chwilami pękają w szwach ;) ale na pewno bardziej pasują do u nas wciąż zimowego wystroju.

wtorek, 28 stycznia 2014

Za oknem śnieg a w domu...


kwiaty... Dekoracje świąteczne schowane w pudełkach i skrytkach przeróżnych czekają na swój kolejny czas a ich miejsce zajęły azalie i te nieszczęsne cebulowe, które zbyt wcześnie zakiełkowały na balkonie. Nadeszły mrozy, więc musiałam je ratować zabierając do domu. Pamiętacie kopie starego zielnika, które wydrukowałam dawno dawno? Do tej pory nie mam pomysłu, jak je wyeksponować. Wybrałam jednak jedną z nich i zawiesiłam nad biurkiem. Ponieważ nie pasuje do niego żadna z moich ramek, wykorzystałam wieszak - podpatrzone w sieci :)))

wtorek, 21 stycznia 2014

Cieplutko

Właśnie rozgrzewam zmarznięte stopy i dłonie przy kominku i korzystając z chwili spokoju postanowiłam pokazać wam, jaki płomień daje taki biokominek. Na zdjęciu pali się jedna tylko puszka, dla lepszego efektu powinny być trzy... Ale dziś wersja ekonomiczna...

Nie jest najgorzej prawda? :)))

poniedziałek, 30 grudnia 2013

???

Pod koniec października cebule hiacyntów i innych takich wiosennych wydawałoby się kwiatków posadziłam do ziemi, ażeby się cieszyć kwiecistą rabatą, no w marcu - kwietniu najwcześniej... Doniczki i donice starannie zabezpieczyłam przed ewentualnymi mrozami - agrowłókniną, a całość, dla lepszej prezencji, owinęłam jutą. I jakież było moje zdumienie, kiedy zdecydowałam się w minioną sobotę udać na balkon w celu podlania tych moich pożal się upraw... Wygląda na to, że hiacynty (i nie tylko) wcale do wiosny nie mają zamiaru czekać...


I one tak od października na tym balkonie sobie są, i rosną, i za nic mają, że to grudzień zaledwie...

sobota, 21 grudnia 2013

W przededniu świąt


Muszę Wam się przyznać, że uwielbiam tę komercyjną stronę świąt Bożego Narodzenia, bieganie po centrach handlowych, przeszukiwanie sklepów internetowych, dekorowanie mieszkania i wsłuchiwanie się w niezwykle nastrojowe świąteczne melodie, okres przedświąteczny bez "Last Christmas" to chyba niemożliwe ;).
W tym roku u nas szaro szaro (jak u większości blogerów pewnie ;) ) choć nie powiem, kusi mnie, żeby na choince kilka ozdób nagromadzonych w poprzednich latach również zawiesić... Uparłam się jednak, by w tym roku coś innego mieć, a że fortuny wydawać na dekoracje nie chciałam, to mam, jak mam. Kilka bombek z postarzonego srebra (hit blogerów w ostatnich latach) z IKEA i kilka z TK Maxx. Udało mi się też zdobyć kilka metalowych klipsów na świeczki choinkowe, ale niestety świeczki nie dotrą na czas...



Dzięki uprzejmości kolegi z pracy mamy też sporą jemiołę zawieszoną na karniszu. Wisi tak na słowo honoru, nie wiem czy w pewnej chwili wespół zespół z karniszem nie postanowią nie spędzać reszty świąt pod sufitem...


Wyjście na balkon stanowi teraz niewielki kłopot, ale w tej chłodniejszej porze roku nie odczuwam większej potrzeby wychodzenia na balkon. Właściwie korzystam z niego trochę jak z lodówki albo zamrażarki... I trzymamy tam teraz sanki, mam nadzieję, że będą przydatne tej zimy.
Skarpety uszyłam, wykorzystałam też najprostsze poszewki z IKEA, na których wyhaftowałam motywy anielskie zaczerpnięte z książki Tildy, by były bardziej zimowe, nieco je zmieniłam.




A ścinki materiałów, które powstały podczas szycia wykorzystałam również...


Wesołych Świąt!

P.S. Przywracam możliwość komentowania i serdecznie do tego zachęcam.

niedziela, 24 listopada 2013

Kominek...

Zwlekałam z napisaniem tego posta czekając aż nadejdzie taki weekend, kiedy światło będzie troszkę bardziej sprzyjało zrobieniu zdjęć. Nieprędko to jednak chyba nastąpi, więc proszę wybaczyć nieostrość. Atrapy kominków wyrastają na blogach jak grzyby po deszczu, na allegro znaleźć ich można mnóstwo, w internecie też roi się od przepięknych inspiracji. Mój wykonany jest z drewna olchy przez tego sprzedawcę, a którego serdecznie polecam, pod wymiar wkładu biokomika Real Flame. Jest on przystosowany do drewnianej zabudowy, więc bez obaw, nie będzie pożaru :))) Okazuje się, że nie stoi nic na przeszkodzie, aby mieszkając w bloku również cieszyć się ciepłem żywego ognia, ponieważ do montażu biokominka nie potrzeba żadnych skomplikowanych instalacji. Ogień nie jest może tak piękny, jak w kominku opalanym drewnem ale gdy się nie ma co się lubi...



Niestety bioetanol niezbędny do cieszenia się ogniem jest dość drogi, a spala się dość szybko. Szybciej niż podają producenci. Owszem można regulować wielkość płomienia, co pozwoli na wolniejsze spalanie ale wówczas płomień staje się bardziej niebieski (pewnie jest to spowodowane niższą temperaturą paliwa) i efekt taki niespecjalnie mi odpowiada. Paliwo w puszkach spala się rzeczywiście wolniej ale jest to spowodowane wyłącznie mniejszą powierzchnią spalania, aby uzyskać odpowiedni efekt, trzeba jednocześnie użyć trzech puszek, co jest znacznie kosztowniejsze, ponieważ paliwo puszkowe jest jednak droższe. Inną wadą jest specyficzny zapach, który niektórym może przeszkadzać, mi samej nie przeszkadza on zbytnio ale czasem uchylam okno, by był mniej wyczuwalny. Zaletą jest brak sadzy, pyłu, popiołu i innych takich, które powstają przy paleniu w zwykłym kominku i oczywiście brak konieczności posiadania wentylacji innej niż standardowa. Biokominek daje ciepło. Nasza niewielka strefa dzienna staje się odczuwalnie cieplejsza po jakichś 20 minutach...

niedziela, 15 września 2013

Lampka



Ostatnio bardzo mi się spodobały lampy przemysłowe, niestety te, które najbardziej mnie urzekają, są drogie, niezastąpiona więc po raz kolejny okazała się IKEA. Coś tam dla siebie znalazłam, może nie do końca taka, jaką bym chciała, za to cena właśnie taka, że można było bez większych oporów ją zakupić. Gdy się znudzi, po prostu się wymieni...

sobota, 7 września 2013

Drobna zmiana


Kosz wiklinowy już się wysłużył i zamiast niego mam teraz dwa metalowe, w których to segregujemy pranie na jasne i ciemne. Bardzo to się okazało praktyczne rozwiązanie. A i kawałki wikliny przestały się plątać pod nogami... Równie praktycznym okazało się także zamontowanie w przedpokoju wieszaka na moje torebki, które to wcześniej, z braku innego miejsca, zawieszałam na klamkach drzwiowych i wszystkich domowników, łącznie ze mną, to irytowało. Z wieszaka lubią też korzystać maluchy i wieszać tam swoje kurteczki, więc pewnie wkrótce po drugiej stronie przedpokoju zawiśnie jeszcze jeden taki, dla nich właśnie.

poniedziałek, 22 lipca 2013

Z miejsca na miejsce...

Wypatrzyłam tę ramkę kiedyś na targu. Wtedy to jeszcze był targ staroci, teraz już tych staroci coraz mniej tam niestety. Jakoś nie mogę znaleźć dla niej miejsca i tak się błąka z kąta w kąt. Z tego błąkania wyniknął kłopot dodatkowy, bo szybki chroniące zdjęcia jedna po drugiej stłukły się i teraz nie tylko miejsca dla niej ale i jeszcze szklarza szukać muszę.

sobota, 13 lipca 2013

Wypoczynek pod wierzbami

Kupiłam wierzby pienne, które zostaną podarowane komuś wkrótce i będą rosły należycie w ogrodzie. Kilka dni jednak spędzą przy naszej kanapie, bo na balkonie już się nie dało ich wcisnąć. Drzewka zwieszające swoje gałązki tak mi się tutaj spodobały, że musiałam zrobić im fotkę, nim nas opuszczą. I już rozmyślam, co zamiast nich mogłoby tu rosnąć... Drzewko oliwne może... Czy ono w mieszkaniu może być uprawiane???





Dmuchałam na nią i chuchałam, i udało się, zakwitła po kilku miesiącach jeszcze raz... Bardzo jestem z tego powodu kontenta :)))

Na balkon widok z kuchni, tam już naprawdę niewiele da się ale pozwoliłam sobie na oleandra jeszcze, poprzedniego niestety zbyt późno zabrałam do domu i przemarzł biedaczek tak, iż nic się nie udało uratować.


I koniec już myślę z tym ogrodowym szaleństwem. Koniec i basta.
Related Posts with Thumbnails